Z cyklu: Żołnierz I-ej Brygady. Śmierć majora Wyrwy-Furgalskiego.

Po straszliwym trzydniowym boju 5-ty pułk piechoty naszej, w noc z 6 na 7 lipca 1916 roku, wycofywał się w głównej odwrotowej kolumnie na drogę Kunskoje-Smołodówka-młyn nad rzeczką Maniewką. Kierunek był wprost na zachód. Przed szeregami 5-go pułku, do połowy prawie przerzedzonymi pod Kościuchnówką w Polskim Lasku, maszerował batalion piechoty niemieckiej, w aryergardzie szedł pułk 1-szy Śmigłego, zaś na końcu liczne podjazdy ułanów naszych, rozrzucone jako ubezpieczenia, ostrzeliwały się następującej awangardzie wroga.

Marsz pułku 5-go odbywał się powoli, z dużymi przestankami. Ludzie upadali ze znużenia, pył dróg piaszczystych wyżerał oczy. W uszach huczał nieustannie grzmot armatni, świst piekielny pękających pocisków. Drzew i krzaków leśnej drogi nie muskał najmniejszy powiew. W labiryncie drożynek i kolein leśnych w jasny dzień nawet trudno było się zoryentować. Cóż mówić o nocy, skwarnej lipcowej nocy, po dwudziestu czterech godzinach nieustającego ognia artyleryi moskiewskiej.

Przy jednem z licznych rozwidleń drogi maszerujący na przodzie oddział skręcił błędnie na południe, drogą na Chliupin, przez co pozbawił pułk 5-ty aryergardy i osłony kawaleryjskiej, które podążyły we właściwym kierunku na zachód.

Wbrew wytkniętemu pierwotnie planowi, pułk 5-ty zaimprowizował cenny wywiad w kierunku stacyi Maniewicze, co do której przekonano się wkrótce, iż stoi ze wszystkimi prawie magazynami w ogniu.

W pewnej chwili odwrócono na rozkaz podpułkownika Berbeckiego kolumnę marszową i, mając za sobą baon niemiecki, ruszyły znużone roty pułku w kierunku połączenia się z główną siłą naszą, dążącą w odwrocie na linie Stochodu.

Na samym przedzie, nie ubezpieczeni nawet szpicą, szli: podpułkownik Berbecki, lekarz pułkowy dr. Kaplicki, adjutant; dwóch sierżantów ordynansowych prowadziło konie. Tuż jechał konno na czele swego batalionu major Wyrwa.

Kolumna, sunąc powoli, wkroczyła na obszerną polanę. Mogła być druga godzina tej tragicznej nocy. Nawet szary świt nie przedzierał podówczas tej grubej zasłony czarnych mroków leśnej nocy i tego gęstego tumanu pyłu.

W ciemnościach, wśród drzew, od przodu kolumny zarysowała się nagle konna sylweta. Podpułkownik Berbecki woła:

—           Słój! kto idzie?

Czystym, pięknym akcentem rosyjskim, tak dobrze znanym podpułkownikowi, odpowiedział konny:

—           Swoi, russkijel

I w tej sekundzie padł strzał krótki, urwany, a za nim gruchnęła salwa karabinowa od strony konnej sylwety. Rozległ się tętent wielu koni.

Strzały ugodziły podpułkownika, majora Wyrwę, adjutanta Roweckiego i doktora Kaplickiego.

Konie sztabowe poczęły uciekać, wpadły na kolumnę, wzniecając zamieszanie w czołowych szeregach, które sądziły, że mają do czynienia z szarżą kawaleryjską. Zamieszanie natychmiast opanowali komendanci kompanii. Rozwinięto niezwłocznie linię tyralierską z dyrekcyą na północny zachód od drogi, frontem do przypuszczalnego ataku nieprzyjacielskiego.

Rozległy się wówczas okrzyki:

—           Podpułkownik ranny! Gdzie major Wyrwa?

Poszukiwania w linii tyralierskiej nie dały rezultatu. Wysłano natychmiast patrole na 200 kroków przed linię w celu zabrania rannych. Komendę nad pułkiem objął kapitan Narbutt.

Zaczęło świtać.

Tu oddaję pióro bezpośredniemu świadkowi odnalezienia zabitego majora Wyrwy:

„Z jednym patrolem ruszyłem i ja. Przebiegłszy ze 200 kroków, natknąłem się na ciało jakiegoś zabitego. Tuż leżał cały i zdrów, ale oszołomiony sierżant II-go bataliami, Sł., który krzyknął do mnie:

—           Na drodze leży jakiś zabity oficer.

Rozkazałem, aby prowadził nas w to miejsce. Trochę na prawo od drogi ujrzeliśmy nieruchome ciało, owinięte w znaną nam tak dobrze pelerynę Wyrwy. Resztki nadziei, że to nie on leży, miałem, bo twarz ukryta była w fałdach peleryny. Po odchyleniu jej poznaliśmy majora. Ugodzony został kulą w lewą pierś, dostał prawdopodobnie śmiertelny strzał w serce, gdyż wylew krwi był ogromny. Czarna skorupa dużego skrzepu krwi wskazywała na to, że serce już nie funk- cyonuje. Cale ciało, chociaż jeszcze cieple, leciało nam przez ręce. Żadnej oznaki życia. Chcąc za brać zwłoki, ponieśliśmy je we czterech do linii tyralierskiej. Tam inny patrol przyniósł dające słabe oznaki życia, bezwładne ciało podpułkownika Berbeckiego.' Tego udało się uratować. Tyraliera miała rozkaz natychmiast zdążać do lasu. My zmuszeni byliśmy zostawić trup majora na polu. Zabrałem wszystkie przedmioty i papiery, jakie major miał przy sobie”.

W każdej chwili spodziewano się nowego ataku konnicy nieprzyjacielskiej. Natychmiast po nawiązaniu łączności z 1-szą brygadą, ułani z Beliną popędzili na miejsce potyczki, by wyszukać ciało majora. Nie dotarli jednak do tego punktu, gdyż kilka szwadronów rosyjskich już intensywnie patrolowało o kilometr niecały od naszej awangardy.

Ciało majora pochowali Moskale na miejscu, jak o tem świadczą ostatnie wzmianki w prasie kijowskiej.

I szumi bór nad grobem Witezia. A kiedy przyjdzie wiosna i rozśpiewa się las i wieczne cudne słońce uśmiechy strzeliste słać będzie młodym prądom starych drzew boru, w kwietniowy poranek opowie polski las nad mogiłą Wyrwy dzieje oddziału Stanisława Worcella, Ksawerego Godebskiego i kap. Bogdanowicza z 1831 roku.

Nieomal w tem samem miejscu, na dużej leśnej polanie, wśród niezgłębionych puszcz Polesia Wołyńskiego, w pobliżu wsi Czerewachy, o parę wiorst na południe od obecnej stacyi kolejowej Maniewicze, dnia 22-go kwietnia 1831 roku stanął kap. Bogdanowicz na czele pomienionych oddziałów, do których przyłączyli się Władysław Moszyński, Narcyz Olizar z Rafalówki, Teodor Pociej z Czartoryska. W oddziale Pocieja było sporo włościan i robotników z okolicznych Hulewicz, Czerska, Gródka i Trojanówki.

Cała siła zbrojna składała się z przeszło ty-siąca ludzi, w tej liczbie 300 jazdy i 160 celnych strzelców, reszta kosynierzy. Przyprowadzono tu nawet rekrutów, odbitych Moskalom na drodze do Kijowa.

Kapitan Bogdanowicz zorganizował w ciągu tygodnia ten oddział na postoju, na owej dużej polanie.

Dnia 1-go maja wyprowadził doborowy hufiec żołnierza, pozostawiając luźne formacye w lesie na biwaku. Z hufcem swoim ruszył na Kowel, zajął go, lecz już nazajutrz zmuszony był cofnąć się i wracać za Stochód do Gródka, by dotrzeć później do pozostawionych w lasach pod Czerewachą powstańców.

Tymczasem w trakcie tej wyprawy na Kowel pozostawiona w lesie gromadka powstańców została napadnięta i rozproszona przez dwa szwadrony moskiewskich strzelców konnych.

W dostojne grono tych, co przed laty polegli za Wolność Ojczyzny, wstąpił major Wyrwa i przyjmie od nich służbowy raport z tamtego boju.

I rozsloneczni się dusza majora, gdy ujrzy kopiec graniczny, mogilny kurhan swej doczesności, wzniesiony na tem samem miejscu, gdzie przed 85-ciu laty walczyły roty polskie o Niepodległość.

I. DĄBROWSKI, sierż. 5p.p.

Tygodnik Illustrowany, 27-01/2-02 1917

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.