Publicystyka

            A więc — nowa ofenzywa... Poznań się pogniewał, Lwów uroczyście zaprotestował, a tylko Warszawa doszła do pewnego porozumienia z Krakowem, dzięki wzajemnej życzliwości i skłonności do ustępstw. Skutki odbytej w lutym r. b. narady w Akademii Umiejętności i jej uchwal w sprawie pisowni polskiej nie są pocieszające. Zdawało się, iż jesteśmy blizcy jednomyślności i zjednoczenia, jeżeli na razie nie politycznego, to ortograficznego, a tymczasem się okazało, żeśmy i do tego jeszcze nie dorośli.

            Szkopułem największym, o który się rozbijają usiłowania kompromisowe, jest pisownia końcówki -ia, -io, -ium itp. w wyrazach i nazwach, przyswojonych z innych języków: biblia czy biblja, Marya czy Marja, (bo o pisowni Maryja już się nie mówi), Kuryer czy Kurjer — oto zasadnicze różnice, oparte na argumentach tak silnych jednego i drugiego stronnictwa, że o przekonaniu i ustępstwie prawie mowy niema.

Żyjemy w pięknych czasach, które nie pozostają bez wpływu na kształtowanie się charakteru ludzkiego. Refleksya ta przyszła mi do głowy z następującego powodu. Zaprzyjaźniłem się niedawno z właścicielem pewnego sklepu. Jest to sklep, jakich sporo powstało podczas wojny w Warszawie: można w nim dostać wszystkiego od nici aż do kiełbas. Pierwszy raz zaciągnął mię tam mój przyjaciel, poeta Polikarp, który chciał sobie kupić mydło. Właściciel, okazały mężczyzna, wyglądający z twarzy i z kształtów na ministra a z ubrania na lorda, rozłożył przed nami na kontuarze szereg mydeł. Trudno nieraz dojść czem teraz mydła pachną, ale czem pachnie kupno mydła, każdy wie. To też Polikarp sięgnął pośpiesznie po najmniejsze.

— Co to mydło kosztuje?

Wyraz „mydło” był tu nawet nie odpowiedni, należało użyć „mydełko” czy „mydlątko”, ale Polikarp, z góry zafrasowany, nie bawił się już w subtelności językowe.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 29 kwietnia 1917

Czas już zająć się na seryo

Całą zacną tą galeryą:

 

Rzeźnik, wołów, świń morderca

I dla ludzi nie ma serca,

Ale skąpi im na mięsie,

Choć sam pełnym brzuchem trzęsie.

 

„Homonovus“ — numer drugi

„Odkuł" się na czas niedługi,

Do niedawna spał na plantach

Dzisiaj chodzi już w brylantach.

Warszawiaka humor nie opuszcza nigdy a jest to humor specyficzny, oryginalny, mający zawsze podkład satyryczny i społeczny. Jako próbkę „wojennego" humoru Warszawy podajemy kilka dowcipów kursujących, obecnie po ulicach stolicy Polski.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.