MORALISTA

Niemiło jest, gdy się zacznie coś ciekawego opowiadać i trzeba przerywać. Tembardziej jeśli na przeszkodzie stanie głupstwo.

Pan Bidulski nie mógł oczywiście inaczej się zapatrywać na zachowanie swoich przyjaciół klubowych. Rozumiał, że ładna kobieca figura jest może pociągająca. Ale, żeby trzech dorosłych i bądź co bądź poważnych mężczyzn na widok pierwszej lepszej trochę przystojniejszej kobiety wpadło w tak cielęcy zachwyt, to już było głupstwem.

Nie warto było podejmować na nowo tematu. Pan Bidulski nie mógł mieć najmniejszych widoków na to, żeby mu poświęcono choć trochę uwagi. Nawet na twarzy Smucińskiego odmalował się widok rozanielenia.

—           Poszaleli!—pomyślał Bidulski.

Osoba, której wejście do kawiarni tak zaabsorbowało uwagę klubu, była wysoką, szczupłą szatynką. Usiadła przy stoliku na wprost bufetu i wtuliła się w krzesło, jak gdyby chcąc jak najmniej miejsca sobą zajmować. W całem jej zachowaniu się znać było pewne zażenowanie. Pan Bidulski mógł się jej dobrze przyjrzeć, gdyż siedziała odwrócona do niego profilem. Rysy twarzy miała skończenie piękne, zwłaszcza coś bardzo miłego w wyrazie oczu.

Bidulski uśmiechnął się i odezwał się przekąśliwym tonem:

—           Widzę, że panowie są olśnieni.

—           Bo pan nic nie wie—odparł mu Siarkiewicz.

I ponieważ był najwymowniejszy z całego towarzystwa, opowiedział panu Bidulskiemu „sensacyę“ cukierni. Od czterech dni szatynka owa przychodziła codziennie o tej samej godzinie, siadała przy stoliku na wprost bufetu i spędzała dwie godziny nieruchomie, jak zahypnotyzowana.

Ponieważ klientela cukierenki składała się przeważnie ze stałych gości, którzy wszyscy znali się między sobą, jeśli nie osobiście to z widzenia, więc ukazanie się nowej postaci już samo przez się było ewenementem. W danym razie powiększała jego znaczenie niezwykła uroda klientki i otaczająca ją tajemniczość.

Kelner, pan Antoni, który był psychologiem, i, jak sam się chwalił, umiał ludzi oceniać na pierwszy rzut oka i nigdy się nie mylił, stanowczo usunął podejrzenie, żeby to mogło być „coś takiego". To się wyczuwało zresztą.

Od pana Antoniego klub się dowiedział, że nieznajoma wypijała codziennie filiżankę czekolady i zjadała trzy ciastka. On też udzielił informacyi, że była mężatką. Nosiła na palcu obrączkę.

—           Pierwszego dnia — mówił Siarkiewicz — myśleliśmy, że to jakaś donna, która przyszła na schadzkę i której kawaler zrobił zawód, no ale skoro tak dzień po dniu przychodzi, to musi być coś innego. Nie wyczekiwałaby przecież tygodniami.

—           Ja myślę—odezwał się Smuciński i nagle umilkł i zaczerwienił się zlekka.

—           Co pan myśli? — podchwycili Sielawka i Siarkiewicz, prawie równocześnie.

Smuciński się skrzywił. Bywa tak, że człowiek się zagalopuje, wyrwie z jakiemś zdaniem, a potem nie ma już ochoty mówić dalej. Otóż i ze Smucińskim najwidoczniej tak było. Ale już nie mógł się oprzeć natarczywości przyjaciół.

—           Gadaj-że pan!

—           Ona jest mężatką.

—           Podobno. Chociaż, trzeba przyznać, że jak na mężatkę strasznie dziecinnie jeszcze wygląda.

—           Przyszło mi na myśl — ciągnął powoli Smuciński, wyraźnie zmieszany trochę — że może miała kochanka i naznaczali sobie rendez-vous w kawiarniach. On umarł, a ona wpadła w pewnego rodzaju manię i wciąż teraz wyczekuje na niego.

—           Literatura!—wykrzyknął pogardliwie Sielawka.—Także ma pan pomysły, z jakichś romansów!...

Ta sceptyczna uwaga tak stropiła Smucińskiego, że się zaczerwienił po same uszy.

W oczach pana Bidulskiego odmalował się już nie podziw, ale osłupienie. Z całego towarzystwa znał najdawniej Smucińskiego. Z górą trzydzieści lat już się znali—i naraz pan Bidulski w tym zgryźliwym artretyku, zniechęconym do wszystkiego i wszystkich, odkrywał jakieś romantyczne fantazye w duszy.

Ale przedewszystkiem co za sens miało takie zajmowanie się nieznajomą osobą?

—           Poszaleli!—wyrokował Bidulski.

I wrócił do domu naprawdę trochę zgorszony.

Nazajutrz nieznajoma znów była w cukierni. Przyszła punktualnie o piątej i usiadła na zwykłem miejscu. Pan Antoni, podając Bidulskiemu kawę, odezwał się:

—           Ona tak wciąż nieruchomo w jeden punkt patrzy. Ja myślę, że to jest lunatyczka.

Było to dość indywidualne pojęcie lunatyczki, ale nazwa momentalnie przyjęła się w klubie. I przez dwie godziny rozmawiano tylko o lunatyczce, snując najrozmaitsze, możliwe i niemożliwe hypotezy co do jej losów i osoby. Polityka najzupełniej w kąt poszła. Tylko jeden pan Bidulski zajmował wciąż opozycyjne stanowisko, ruszał ramionami, uśmiechał się ironicznie i wtrącał co chwila:

—           Moi panowie, czy już nie mamy ciekawszych tematów do rozmowy?

Ale po dwóch dniach i jemu się udzielił nastrój klubu. „Lunatyczka” stała się atrakcyą popołudniowych posiedzeń w kawiarni. Oczywiście charakter zebrań zmienił się przez to najzupełniej. Czterej panowie nie wdawali się już w ożywione rozmowy o polityce, ani o wypadkach dnia, tylko obserwowali lunatyczkę, komentując każdy szczegół jej urody i ubrania.

Wszyscy w głębi duszy mieli ochotę się z nią poznać. Ale kiedy wypowiedział to głośno pan Siarkiewicz, najbardziej impulsywna natura z całego klubu, pozostali członkowie przyjęli jego propozycyę zimno i niezbyt chętnie. Każdy miał ochotę poznać się z nią, ale sam.

Bidulski ruszył ramionami.

—           Jak się pan z nią pozna?

—           Napisać list i posłać przez Antoniego.

—           Także pomysł! Przecież na pierwszy rzut oka widać, że to jest przyzwoita osoba. Wątpię nawet, czy Antoni podjąłby się oddania jej takiego listu.

I Siarkiewicz musiał przyznać sam, że palnął głupstwo.

Zbliżała się siódma, klub zbierał się już do odejścia, gdy pan Antoni podszedł do stolika z tajemniczą miną:

—           To bieda musi być.

—           Dlaczego?

—           Dziś, jakem jej podawał czekoladę, widziałem, że już nie miała obrączki na palcu... musiała zastawić.

Rewelacya pana Antoniego wywarła na wszystkich członkach klubu niesłychane wrażenie.

  1. PERZYŃSKI.

Tygodnik Illustrowany, 12/18-05-1917

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.