Czerwony mak - odcinek 10

 

Baronowa Orczy

przekład z angielskiego Zofii Sokołowskiej.

 

Rozdział X.

W teatrze Covent Garden odbywało się pierwsze w jesieni przedstawienie opery. Sala była przepełniona, ale wspaniały „Orfeusz" Glucka zachwycał tylko prawdziwych lubowników muzyki; złota młodzież i strojne panie mało troszczyły się o tę niemiecką nowość. Oklaskiwano jednak primadonnę, Selinę Storace, a Benjamin Incledon, ulubieniec pań, został wezwany do loży królewskiej.

 

Po wspaniałym finale drugiego aktu zapadła właśnie zasłona i publiczność gwarem napełniła salę. Stary minister Pitt, upadający pod ciężarem spraw publicznych, w teatrze tylko wypoczywał po trudach; książę Walii, pulchny, rumiany, trochę pospolity, chodził od loży do loży, gawędząc z przyjaciółmi.

 

 

W loży lorda Grenville, ministra spraw zagranicznych, zwracał ogólną uwagę nieznany jegomość o przebiegłej twarzy i szyderczym uśmiechu, ubrany czarno lecz wytwornie; ciemne włosy w tył zaczesane nie miały na sobie ani odrobiny pudru. Minister okazywał mu wielkie względy, ale zimny był, jak lód.

 

Śród publiczności angielskiej odznaczali się odmiennym typem arystokraci francuscy, którzy w Anglii znaleźli bezpieczne schronienie. Twarze ich miały wyraz smutku i przygnębienia; szczególniej kobiety nie zwracały uwagi ani na muzykę, ani na świetną publiczność, albowiem myśl ich przebywała w rodzinnym kraju, gdzie śmiertelne niebezpieczeństwo groziło krewnym i przyjaciołom.

 

Hrabina de Tournay, cała w czarnych jedwabiach z białą koronkową chusteczką na szyi, siedziała w loży lady Portarles, która daremnie dowcipem swoim i żartami starała się wywołać uśmiech na posępne jej oblicze. W głębi loży widać było śliczną Zuzannę i wicehrabiego, onieśmielonych i milczących. Zuzanna, wszedłszy do teatru, wzrokiem pilnie szukała śród lóż i krzeseł pewnej znajomej twarzy i nie znalazła jej. Musiał to być przykry dla niej zawód, gdyż odtąd siedziała nieruchoma, zatopiona w myślach, nie zwracając uwagi na cudną muzykę Glucka.

 

— Ach ! lordzie Grenville! — zawołała lady Portarles, kiedy minister wszedł do loży — nigdy nie byłeś bardziej pożądany: hrabina de Tournay umiera z niepokoju, jakie są ostatnie wiadomości z Francyi.

 

— Jak najgorsze, niestety ! — odrzekł mini-ster, witając się z paniami.— Rzeź nie ustaje, krew leje się strumieniami w Paryżu, pod gilotynę idzie więcej, niż sto ofiar dziennie.

 

Hrabina zbladła, jak trup, i oczyma pełnemi łez patrzyła na angielskiego dyplomatę, który wygłaszał takie straszne wieści.

 

— Ach! panie ministrze — odrzekła lichą angielszczyzną — serce zamiera we mnie z trwogi i żalu... Jak ja mogę siedzieć spokojnie w teatrze, kiedy memu mężowi grozi największe niebezpieczeństwo!

 

— Gdybyś nawet siedziała w klasztorze, hrabino, toby w niczem nie dopomogło twemu mężowi — wtrąciła szczera lady Portarles. — Pamiętaj, że masz dzieci, które są za młode, żeby więdnąć w smutku i żałobie.

 

Hrabina uśmiechnęła się przez łzy do poczciwej przyjaciołki, która pomimo grubego głosu i szorstkiego obejścia miała złote serce i duszę czułą na wszelkie cierpienie.

 

— Wszak pani hrabina mówiła mi wczoraj, że liga Czerwonego Maku zobowiązała się honorem sprowadzić do Anglii pana hrabiego de Tournay—odezwał się lord Grenville.

 

— Tak i to jest moja jedyna nadzieja — odpowiedziała hrabina — Wczoraj widziałam lorda Hastings i on raz jeszcze powtórzył mi tę obietnicę.

 

— A więc pani hrabina może być zupełnie spokojna: Liga dotrzyma tego, co przyrzekła. Ach! gdybym był młodszy!—z westchnieniem rzekł stary dyplomata.

 

— Do licha, mości ministrze! — przerwała lady Portarles ze zwykłą swoją otwartością. — Jesteś jeszcze dosyć młody, żeby odwrócić sie tyłem do tego francuskiego wilkołaka, który rozsiadł się w twojej loży.

 

— Uczyniłbym to chętnie, ale kiedy służy się krajowi, trzeba wyrzec się własnych uprzedzeń i sympatyi. Pan Chauvelin jest agentem rządu i złożył właśnie swoje listy wierzytelne.

 

— Do kata! co ty pleciesz, człowieku — sarknęła zgorszona angielka. — Nazywasz tę zgraję krwiożerczych łajdaków rządem?

 

— Jeszcze nie byłoby z korzyścią dla Anglii zrywać stosunki dyplomatyczne z Francyą, musimy więc przyjąć grzecznie przysłanego do nas agenta—odrzekł minister.

 

— Bodaj przepadły dyplomatyczne stosunki – zaklnęła energiczna niewiasta. - Ten czarty lis jest tylko przebranym szpiegiem; dam za to głowę na pień! jestem pewna, że przyjechał tu nie dla utrzymywania stosunków dyplomatycznych, lecz dla śledzenia naszej dzielnej ligi Czerwonego Maku i bohaterskiego jej wodza.

 

— Prócz tego będzie się starał wyrządzić nam co złego — odezwała się hrabina, krzywiąc pogardliwie usta — a dopomoże mu w tein lady Blakeney.

 

— Co ty wygadujesz, kobieto! — wykrzyknęła oburzona lady Portarles. — Złośliwa jesteś, jak osa... Lordzie Grenville, ty jesteś mocny w gębie, może więc zechcesz wytłómaczyć pani hrabinie, że postępuje po głupieniu. W tem położeniu, w jakiem pani tu jest — dodała ostro, zwracając się do hrabiny — nie można zadzierać nosa i stroić pysznych min, jak we Francyi. Lady Blakeney może lubić, albo nie lubić tych łajdaków jakobinów, mogła przyczynić się albo nie do aresztowania i śmierci margrabiego de St. Cyr — czy, jak on się tam nazywa, ale to nie przeszkadza, że zajmuje w towarzystwie pierwszorzędne stanowisko. Sir Percy mógłby schować do kieszeni sześciu naszych magnatów, jest za pan brat z księciem Walii; gdybyś więc chciała patrzeć krzywo na lady Blakeney, nie zaszkodziłabyś jej wcale, a sama wystrychnęłabyś się na dudka. Prawda, milordzie?

 

Niewiadomo, co myślał o tem lord Grenville, ani jakie wrażenie ta szczera połajanka sprawiła na hrabinie de Tournay, gdyż w tej chwili pod-niesiono zasłonę i rozpoczął się trzeci akt Orfeusza. Lord Grenville śpiesznie pożegnał się z paniami i wrócił do swojej loży, gdzie pan Chauvelin siedział cierpliwie, nie spuszczając oczu z przeciwległej loży. Przed chwilą ukazała się tam lady Blakeney z mężem i odrazu wszystkie lornetki zwróciły się na wspaniałą jej postać, błyszczącą od bezcennych klejnotów, któremi obsypywał ją hojny małżonek. Wyglądała dziś, jak czarodziejka: bujne kasztanowate włosy z odbłyskami złota i bronzu, zwinięte w loki i lekko przysypane pudrem, związane były z tyłu na olbrzymią czarną kokardę. Zamiast sukni szerokiej a paniers i długiego stanika, noszonego jeszcze przez wszystkie panie angielskie, miała obcisłą suknię z krótkim stanem, mocno wyciętą; pierwsza wprowadzała do Anglii tę modę klasyczną, tak korzystnie uwydatniającą posągowe jej kształty i królewską postawę. Kosztowna materya lśniła od złotych haftów.

 

Wszedłszy do loży, wychyliła się na chwilę żeby zobaczyć, kto jest; wszyscy znajomi powitali ją skwapliwemi ukłonami, a książę Walii pozdrowił ją łaskawie.

 

Przez cały trzeci akt siedziała nieruchoma, milcząca, zasłuchana w cudne tony muzyki, którą namiętnie lubiła. Twarz jej jaśniała zachwytem, oczy błyszczały, jak szafiry, kolo ust igrał uśmiech szczęścia. Była przecież w samym kwiecie młodości, wiedziała, że jest piękna i uwielbiana. Dwa dni temu otrzymała wiadomość, że ukochany brat szczęśliwie wylądował we Francyi; cóż dziwnego, że pod urokiem muzyki zapomniała na chwilę o swoich zawodach i marzeniach, zapomniała nawet o tępym, nic nieznaczącym małżonku, który bezgraniczną hojnością wynagradzał brak rozwoju umysłowego.

 

Do loży wszedł niebawem książę Walii, a za nim rzesza wielbicieli; jednocześnie zniknął sir Percy. Lady Blakeney prędko odprawiła złotą młodzież, pragnęła bowiem, żeby jej nie przeszkadzano w słuchaniu Orfeusza. Wtem rozległo się pukanie do drzwi.

 

— Proszę! —odrzekła niecierpliwie.

 

Chauvelin wsunął się do loży, rad ze sposobności. Wyczekiwał na tę chwilę, żeby zastać ją samą.

 

— Słówko, obywatelko—rzekł cicho, stając za jej krzesłem.

 

— Ach na moją duszę! jakże mię pan przestraszyłeś!—zawołała z przymuszonym śmiechem.—Przychodzisz nie w porę, chciałabym bowiem być sam na sam z Gluckiem.

 

— Muszę korzystać ze sposobności, gdyż druga taka może się nie zdarzyć—odpowiedział i przysuwając sobie krzesło, pochylony ku niej, zaczął mówić zniżonym głosem.—Lady Blakeney jest zawsze tak otoczona, że stary przyjaciel nie może się do niej docisnąć.

 

— Poczekaj, aż się trafi inna sposobność —zżymnęła się. — Będziesz dziś zapewne na balu u lorda Grenville, mogę ci zatem poświęcić pięć minut czasu.

 

— Trzy minuty mi wystarcza — rzekł spokojnie.—Roztropnie uczynisz, jeżeli mię wysłuchasz, obywatelko St. Just...

 

Małgorzata zadrżała. Chauvelin obojętnie zażywał tabakę, ale spojrzenie lisich jego oczu zmroziło krew w jej żyłach. Poczuła, że święci się coś złego.

 

— Czy to ma być groźba, obywatelu? — zapytała.

 

— Nie tylko próbna strzała.

 

Zamilkł na chwilę, jak kot, który gotuje się skoczyć na myszkę, igrającą swobodnie, i cieszy się zawczasu krzywdą, którą jej wyrządzi. Widząc błękitne oczy lady Blakeney, utkwione w swojej twarzy z wyrazem niepokoju, wycedził zwolna. - Twój brat St. Just jest w niebezpieczeństwie.

 

(d. c. n.).

 

Nasz Dom (tygodnik mód i powieści), 12/18-12-1914

 

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.