Czerwony mak - odcinek 5

 

Baronowa Orczy

przekład z angielskiego Zofii Sokołowskiej

 

 — Ilu panów jest w lidze? — zapytała nieśmiało.

— Dwudziestu, razem z wodzem, wszyscy Anglicy, związani przysięgą, która nakazuje im ślepe posłuszeństwo wodzowi i ratowanie niewinnych.

— Oby Najwyższy czuwał nad wami! — gorąco zawołała hrabina — wydaje mi się to takie dziwne, gdyż we Francyi znałam tylko zdradę.

— Kobiety jeszcze więcej są zawzięte na arystokratów, niż mężczyzni — z westchnieniem dodał wicehrabia.

— Tak — pogardliwie rzekła hrabina i smutne jej oczy błysnęły nienawiścią — naprzykład Małgorzata St. Just, która oskarżyła margrabiego St. Cyr. i jego rodzinę przed trybunałem rewolucyjnym.

— Małgorzata St. Just? — zdumiał się lord Antoni, rzucając niespokojne spojrzenie w stronę sir Andrzeja — ależ...

 

— Znasz ją chyba, milordzie? Była najznakomitszą artystką w Comedie Franęaise i wyszła niedawno za Anglika.

— Znam doskonale lady Blakeney, królowę salonów londyńskich i wyrocznię mody — odpowiedział lord Antoni — jest żoną najbogatszego człowieka w Anglii.

— To moja koleżanka z klasztoru i najlepsza przyjaciółka — wtrąciła Zuzanna — razem przyjechałyśmy do Anglii. żeby nauczyć się waszego języka. Kochałam ją bardzo i nie mogę uwierzyć. żeby mogła p pełnić taką podłość.

— W tem musi być jakaś pomyłka — odezwał się sir Andrzej — pani hrabina powiada, że lady Blakeney oskarżyła margrabiego St. Cyr. przed trybunałem rewolucyjnym? Dlaczego miałaby to uczynić?

— W tem niema żadnej pomyłki — chłodno odparła hrabina — brat Małgorzaty St. Just jest gorliwym republikaninem: coś zaszło między nim a moim krewnym, margrabią St. Cyr. Rodzina St. Just nie należy do szlachty, może w tem jest źródło jej nienawiści do arystokratów.

— Coś słyszałem o tej historyi, ale w Anglii nikt nie uwierzył temu... Lady Blakeney jest ogólnie uwielbiana, a mąż jej sir Percy, największy bogacz w Anglii, jest przyjacielem księcia Walii.

— Być może, ale ja proszę Boga, żebym nigdy nie spotkała się w tym pięknym kraju z Małgorzatą St. Just.

Kłopotliwe milczenie zapanowało przy stole: Zuzanna posmutniała, sir Andrzej z roztargnieniem bawił się widelcem, hrabina siedziała sztywna i wyprostowana, a lord Antoni spoglądał ukradkiem na Jellybanda, który wydawał się bardzo szczęśliwy.

 

— Kiedy spodziewasz się sir Percy'ego i lady Blakeney? — po cichu zagadnął go lord Antoni.

 

— W każdej chwili, milordzie, — szepnął Jellyband.

 

Ledwie wymówił te słowa, usłyszano turkot powozu i odgłos kopyt końskich na nierównym bruku i za chwilę do izby wpadł zdyszany chłopak stajenny.

 

— Sir Percy Blakeney i milady przyjechali! — krzyknął.

 

W tej chwili przed gospodę zajechał wspaniały kocz, zaprzężony w czwórkę pysznych gniadoszów.

 

V.

 

Lady Blakeney.

 

W gospodzie powstało wielkie zamieszanie. Lord Antoni zaklął i zerwawszy się od stoki, zaczął wydawać sprzeczne polecenia gospodarzowi, który nie wiedział co począć.

 

— Na miłość Boską, mości Jellyband, staraj się zatrzymać lady Blakeney w sieni, zanim te panie nie odejdą! Do licha! nic nie mogło zdarzyć się gorszego.

 

Hrabina wstała i starając się ukryć wzruszenie pod maską arystokratycznego chłodu, powtarzała bezwiednie:

 

— Nie chcę jej widzieć! Nie chcę jej widzieć!

 

Przed gospoda słychać było gwar zmieszanych głosów, witających dostojnych gości: „Dobry wieczór, sir Percy! Dobry wieczór milady! Uniżony sługa!" Jakiś żebrak zwabiony turkotem. powtarzał jękliwie: „Zmiłujcie się, dostojni państwo, nad biednym ślepcem!”

 

W odpowiedzi na to ozwał się głos dziwnie słodki i dźwięczny:

 

— Temu biedakowi proszę dać wieczerzę na mój koszt.

 

W izbie usłyszano te słowa, wypowiedziane z lekkim cudzoziemskim akcentem. Salusia ze świecami w ręku stała przy drzwiach, prowadzących do sypialnych pokojów na górze; hrabina postąpiła ku niej kilka kroków, żeby uniknąć spotkania z właścicielką śpiewnego głosu: córka z niechęcią zabieraki się towarzyszyć jej, ale oglądała się za siebie, pragnąc gorąco ujrzeć ukochaną przyjaciółkę.

 

Tymczasem w otwartych drzwiach stanął godny Jellyband i śród ukłonów stara, się opóźnić nieuniknioną katastrofę.

 

— Brr! jak ja zmokłam! — zaśmiał się w sieni ten sam srebrny głos — Dieu! czy kto widział kiedy taki okropny klimat!

 

— Zuzanno! chodź zaraz ze mną! - rozkazująco rzekła hrabina.

 

— Mamo! — błagalnie szepnęła córka.

 

— Milady!... milady! — jąkał się Jellyband, wciąż stojąc we drzwiach.

 

— Pardieu! ależ puść mię, mości Jellyband — niecierpliwie rzekła lady Blakeney — przestępujesz z nogi na nogę, a ja tymczasem ziębnę w sieni.

 

Odsunęła go lekko i weszła do izby.

 

Istnieje wiele piruetów i miniatur lady Blakeney, żaden jednak wizerunek nie daje wyobrażenia o jej nadzwyczajnej urodzie. Bardzo wysoka, miała królewską postawę i wspaniąłą kibić. Nawet nienawidząca jej hrabina stanęła jak urzeczona wobec tak uroczego zjawiska.

 

Lady Blakeney liczyła dopiero dwudziestą piątą wiosnę i była w całym rozkwicie piękności. Wielki czarny kapelusz z długiemi strusiemi piórami ocieniał klasyczne białe czoło, nie zasłaniając bogactwa miękkich kasztanowatych włosów; każdy musiał zachwycić się prześlicznemi jej ustami, prostym, jakby wyrzeźbionym noskiem i alabastrową szyją. Bogata szafirowa aksamitna suknia uwydatniała nieporównaną delikatność cery i posągowe kształty; w ręku, stosownie do ówczesnej mody, trzymała wysoką laskę z pękiem kolorowych wstążek.

 

Wielkiemi błękitnemi oczyma powiodła dokoła izby i skłoniwszy się uprzejmie sir Andrzejowi, podała rękę lordowi Antoniemu.

 

— Co ty tu robisz w Duwrze, lordzie Antosiu? — zapytała wesoło.

 

Wtem spostrzegła hrabinę i jej córkę. Z rozpromienionem obliczem wyciągnęła obie ręce do przyjaciółki.

 

— Czy to być może! — zawołała — moja ukochana Zuzia tutaj!

 

Skąd się wzięłaś w Anglii, obywatelko? I pani hrabina także!

 

Ani w jej obejściu, ani na jej twarzy nie było śladu zakłopotania, lub zawstydzenia. Obaj Anglicy z obawą śledzili tę scenę, bywając bowiem często we Francyi, mieli sposobność zauważyć, z jaką wzgardą i nienawiścią szlachta francuska obchodziła się z tymi, którzy przyczynili się do jej upadku. Armand St. Just, brat pięknej lady Blakeney, chociaż znany z umiarkowania i pojednawczości, był gorącym republikaninem. Zatarg jego ze starożytną rodziną margrabiów St. Cyr — nikt nie wiedział jego powodów i po czyjej stronie była słuszność — zakończył się wytępieniem całej niemal rodziny dumnych arystokratów. St. Just i jego stronnictwo tryumfowało, a teraz na obcej ziemi urocza siostra Armanda St. Just spotykała się z wygnanymi przez republikanów potomkami starej szlachty, której wydarto nietylko odwieczne przywileje, ale i środki do życia.

 

Lady Blakeney wyciągała teraz rękę do nich, jak gdyby chciała zmazać to, co się stało, i odnowić dawne stosunki przyjaźni.

 

— Zuzanno, zabraniam ci rozmawiać z tą kobietą — surowo rzekła hrabina, kładąc rękę na ramieniu córki.

 

Wypowiedziała te słowa po angielsku, żeby wszyscy mogli ją zrozumieć, nietylko obaj młodzi Anglicy, lecz i właściciel gospody i jego córka. Godny pan Jellyband zdrętwiał wobec takiego zuchwalstwa: ta cudzoziemka ośmieliła się znieważyć żonę sir Percy'ego i przyjaciółkę księżny Walii!

 

(d. c. n.).

 

Nasz Dom (tygodnik mód i powieści), 11/17-07-1914

 

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.