Janina Szyllinżanka o kinematografie.

Janina Szylling jako artystka dramatyczna już dawno zyskała sobie zaszczytne miejsce w historji i rozwoju sceny polskiej; przed niedawnym czasem wystąpiwszy dla ekranu, odrazu zwróciła na siebie uwagę wytrawnych znawców zagranicznych i mniemanie, że wkrótce stanie się jedną z najpoważniejszych artystek kinematograficznych.

 

— Pracę dla ekranu — mówi p. Szylling — uważam jako najlepszy środek popularyzacji talentu, który przy odpowiednim poziomie i kierunku artystycznym doprowadza artystę do szczytu rozwoju. Kinematograf bowiem jest jakąś sztuką przejściową między malarstwem a rzeźbą. Strona obrazowa bowiem, dekoracyjna, jest niejako malarstwem, gra artysty—rzeźbą.

 

— Jak się pani zapatruje na techniczną stronę gry dla kinematografu?

— Mniej więcej jest to praca podobna do tej, jaką dajemy grając na scenie. Techniczna strona gry jest łatwiejsza. Jedna bowiem scena trwa zaledwie parę minut, gra się fragmentami po 250 — 300 m., a więc aktor ma więcej czasu do opracowania scen poszczególnych, do obmyślenia maski i szeregu innych drobiazgów. Aktor przytem nie męczy się tak, jak grając naprzykład kilkuaktowy dramat czy komedję na scenie.

 

— A czy praca dla kina obniża artystyczną wartość aktora?

 

— Uważam, że ją nawet podnosi. Filma uczy nas jak mamy grywać i na scenie i dla ekranu. Aktor, oglądając siebie w tym czy innym obrazie ma możność przekonania się naocznie czy grał dobrze, czy źle. Jeśli widzi pewne błędy czy braki, niedociągnięcia, lub przejaskrawienia, w następnym już obrazie pamięta o nich i nie popełnia więcej.

 

— Do pewnego jednak stopnia uważam — tłomaczy urocza artystka—że trudną rzeczą jest pogodzenie sceny z ekranem. Artysta, chcący naprawdę zostać par excellence artystą kinematograficznym, musi się wyrzec sceny. Gra bowiem dla ekranu oparta głównie na grze oczu, ust i ruchach całego korpusu, wymaga specjalnej ekspresji i siły i odrębnej szkoły mimicznej. Czynniki te bardzo często wywołują ten efekt, że aktor posługuje się nimi i na scenie, przez co gra jego staje się przejaskrawioną, ruchy ostre, wyraziste i przez to za gwałtowne.

 

— A rozwój tej dziedziny sztuki u nas, jak się zdaniem pani przedstawia?

 

— Dotychczas bardzo smutnie. Nie mamy zupełnie reżyserów i wytwórców fachowców, którzyby znali się na sztuce kinematograficznej. Kiedy postanowiłam zacząć grać dla ekranu zwróciłam się do jedynej poważniejszej u nas wytwórni krajowej. Po kilku próbach, kierownicy jej orzekli... że nie mam absolutnie talentu w tym kierunku, że szkoda czasu, że lepiej pracować dla sceny i t. p. Zwróciłam się wtedy do firm zagranicznych. W warszawskich kołach kinematograficznych dowiedziawszy się o projekcie mego wyjazdu, uśmiechano się ironicznie.

 

Zagranicą skoro zaczęłam grać do pierwszego obrazu odrazu wyczuto we mnie pewne zdolności, chciał angażować mnie reżyser „Bioskopu" Reinert, zawiązało się nawet towarzystwo p. f. „Jana Szylling”, które rozwiązała rewolucja. I dziś mi ofiarowują największą w Polsce gażę za współpracę.

 

Ten obrazek może będzie najlepszą ilustracją, jakie niedoświadczenie i dyletantyzm panują jeszcze u nas na polu sztuki kinematograficznej.

 

— Czy polska filma ma przed sobą przyszłość?

 

— Zdaniem mojem olbrzymią. Zagranica polskim ruchem artystycznym interesuje się bardzo. Kiedy jeszcze w dodatku ogłoszono na przeciąg lat 15-tu bojkot film niemieckich, marka polska może zdobyć sobie zaszczytne miejsce na rynkach europejskich, oczywiście z tern zastrzeżeniem, że wytwórnie nasze zaczną wyrabiać obrazy o całe niebo lepsze od dotychczasowych.

 

— A jaki rodzaj obrazów może cieszyć się największem powodzeniem?

 

— Tylko dramaty salonowe, współczesne. Ten typ ma przyszłość zapewnioną. Na szersze masy, stanowiące lwią część publiczności w kinematografach, ani obrazy historyczne, ani rodzajowe nie działają tak silnie jak dobry salonowy dramat współczesny. O tym typie obrazów polskie wytwórnie powinny przedewszystkiem pamiętać.

 

J. S. W.

 

Kino, 05-06-1919

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.