Kazimierz Junosza-Stępowski o kinematografie.

Ceniony i utalentowany artysta, którego mistrzowskie kreacye od lat kilku podziwia publiczność warszawska, a który w krótkim czasie zdobył sobie popularność i uznanie jako wybitny talent kinematograficzny, udzielił nam swej opinii o tej zawsze aktualnej a często niesłusznie potępianej dziedzinie sztuki aktorskiej.

 

Rozmowa nasza toczyła się w garderobie sympatycznego artysty. P. Stępowski do sztuki kinematograficznej odnosi się bardzo przychylnie.

 

Polską wytwórczość uważa jeszcze za bardzo pierwotną. Wprawdzie ze strony naszych wytwórców są czynione duże starania, lecz nie pozwala na pewne zdjęcia brak tych funduszów, jakiemi rozporządza zagranica, no i ogromnie ciasne jeszcze ramy, w jakich obracać się może operator.

— Nasz wytwórca — mówił p. Stępowski — nie umie, czy może nie chce reklamować obrazu. Weźmy przykład. Przyjdzie najgorszy choćby obraz z Niemiec, Francyi, lub Danii, a poprzedzają go olbrzymie afisze, fotografje, ba—niemal cała literatura. U nas o tern się zapomina. Obecnie te obrazy, które robiono z nami w Warszawie, cieszą się znacznem powodzeniem zagranicą, ale nikt nie wie co to za aktorzy, gdzie grają, jak się nazywają. Przypuszczam; że w tej konspiracyi gra dużą rolę obawa konkurencyjna, by zagranica, zobaczywszy tego czy innego aktora na ekranie, nie zabrała go do siebie. A podobna stronność mocno obniża rynek i dla aktora nie jest korzystną.

 

— Czy kinematograf obniża grę aktorską?

 

Pan Stępowski z właściwym sobie, lekko drwiącym uśmiechem, spogląda i pyta:

 

— Kto to powiedział?

 

— Są takie zdania, a nawet głosy w prasie.

 

— Brednie! Ten kto coś podobnego powiedział nie ma pojęcia co to jest aktor i teatr. Do kinematografu grywają i powinni grywać najlepsi aktorzy. A tragik tej miary co Basserman? A inni? Tylko dobry aktor grać może do kina.

 

— Co odczuwa aktor, patrząc na swoją grę na ekranie?

 

— Przedewszystkiem kontroluje się. Widzi co jest złe, a co dobre. Kontrola ta oddaje mu potem szalone usługi na scenie.

 

— Więc nie manieruje artysty?

 

— Przeciwnie, kształci. Grywanie do kina uczy aktora wygrywania pauz po za tekstem — stwarzania sobie pola sytuacyjnego, a wreszcie kształci mimicznie. Aktor, grywając dla ekranu, uczy się co ma robić na scenie, gdy czeka na swoją kwestyę, z rękami, twarzą, jak się ruszać, jak wygrywać to wszystko co leży w psychologicznej części roli, czego autor nie powiedział, a co pozostawił inteligencyi i intuicyi aktora.

 

— Czy artyści powinni grywać do kin?

 

— A niech sobie grają. Z tern tylko za­strzeżeniem, że muszą to być dobrzy aktorzy. Zły bowiem aktor dla ekranu jest stracony. Ten nie zrobi absolutnie nic. Powinni grać. O ile tylko nie mają twarzy, których filma „nie lubi". Są takie twarze i to przeważnie twarze piękne, ale nie wyraziste i ten typ maski nigdy na ekranie dobrze nie wyjdzie.

 

— Czy polska filma ma przed sobą przyszłość?— Na to pytanie nie umiem panu odpowiedzieć dokładnie. Obecnie jesteśmy zalewani obrazami przez zagranicę. Wszystko zależeć będzie od jakości wytwarzanych obrazów. Jeśli będą one dobre, to będą miały przyszłość. Dziś o tem niepodobna powiedzieć coś konkretnego.

 

— Jakie braki mają polskie wytwórnie?

 

— Przedewszystkiem brak reżyserów. Nie widziałem ani jednego dobrego reżysera. Zdjęcia do kina trzeba czuć i rozumieć, tak samo jak się czuje scenę i jej sytuacyjność i w tym kierunku trzeba zwrócić baczną uwagę. Następnie nie mamy odpowiednich, powtarzam, kapitałów, rozporządzamy bardzo skromnymi śródkami, a to bardzo, bardzo zabija produkcyjność.

 

— Jaki typ obrazów może liczyć zdaniem pana na powodzenie?

 

— I to bardzo względne pytanie. O tern decyduje publiczność i względy czysto handlowe. Jeśli podobać się będą dramaty, kryminalne sensacye, wreszcie małpy, psy, świnie... to wytwórcy z czysto zrozumiałego interesu własnego rzucać będą na rynek ten typ obrazów. Jeśli zaś publiczność zażąda czego innego, to trzeba będzie gust jej czy życzenie zadowolić. W tym więc wypadku wykładnikiem powodzenia są ci, którzy chodzą do kina, niższy lub wyższy poziom ich smaku obniży lub też podniesie wartość obrazów.

 

W każdym razie sądzić należy, że poziom gustu z czasem wzrastać będzie, a więc tem samem spadnie z rynku lichota, zaś popytu nabierze rodzaj obrazów o rzeczywistych wartościach artystycznych, czy kulturalnych.

 

J. S. W.

 

Kino, 10-04-1919

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.