Żarłok pod pręgierzem.

Czy jemy zawiele? — Praojcowie nasi spożywali mniej, niż my.

Żarłok pod Pręgierzem", oto tytuł wielce zajmującej korespondecncyi, jaką znaleźliśmy na łamach moskiewskiego „Echa polskiego". Poświęcona jest ona aktualnemu pytaniu: czy jemy (względnie jedliśmy przed wojną) za wiele? — Drukujemy ją tedy poniżej, pewni, że zainteresuje każdego z naszych czytelników.

 

Paryż, w maju.

Z chwilą, gdy rząd Rzeczypospolitej uregulował spożycie cukru przy pomocy t. zw. karty cukrowej — prasa pospieszyła pouczyć nas, że wogóle... jemy zbyt wiele Już przed wojną wiadomo było, że tak jest istotnie. Co najmniej trzecia część zgonów wię,zala się przyczynowo z nadużyciami w dziedzinie organów trawienia. I coraz więcej było lekarzy, którzy specyalizowali się w kierunku sposobów ograniczenia... cyrkumferencyi. Coraz więcej ludzi leczyło się na artretyzm.

 

Statystyka oblicza, że spożycie cukru w roku 1827 we Francyj 'wynosiło pięć gramów na głowę dziennie, dziś zaś wynosi 57 gramów. Wtedy kilo gram cukru kosztował 2 fr. 35 cent. Francuz spożywał w r. 1700 zaledwie sto litrów zboza na rok, w r. 1784 — 125 litrów, w r. 1860 — 220 litrów, w r. 1916 - 500 litrów. Statystyka stwierdza, że na całej linii spożycia wzrost jest podobny. Czy to będzie mięso, czy wino, jarzyny, mleko wszystkiego spożywamy dziś więcej, niż dawniej.

 

Cukru spożywa Francya dziś milion ton i musi sprowadzić tego specyalu aż 720.000 ton wobec zajęcia przez wroga terytoryów francuskich Produkujących. buraki cukrowe. To samo ze zbożem.

* * *

Słowem: nie jedzmy tyl,e ile że stwierdzono „i przed wojną", jemy zbyt wiele

 

Oczywiście. Któż zaprzeczy, że jemy bez sense w dzieciństwie rozszerzają nam żołądek, zmuszając do jedzenia. Pamiętamy wszyscy walki z kochającą, mamusią, z nianią, z ciotkę: „wypij kotku! — dostaniesz czekoladkę!", albo „mamusia pocałuje!" i t. p.

 

Potem mając już rozszerzony żołądek, staramy się sztucznie powiększać apetyt przez smakowite ostrzejsze przekąski. Ślina cieknie z ust Francuzowi, gdy wspomina przekąski, któremi raczono go u Cubat w Piotrogrodzien. Nie widział takich w swoim kraju, ani pod względem jakości, ani w szczególności pod względem ilościowym. Jemy za dużo mięsa. Za dużo chleba.

 

Ale zgodzicie się ze mną, że nie wszyscy. Fran cuz je dużo chleba i ,,Anglik" śmieje się, mówiąc: „le Francais est un monsieur decore qui redemande du pain" (mówią, to oczywiście sami Francuzi), co znaczy, że Anglik przy stole mu żąda chleba więcej, jak tylko tyle, ile mu gospodarz włoży do serwetki. Francuz lubi swój biały długi chleb: zjada go na dzień, jak mówią, cudzoziemcy — kilometr (my wolimy nasz ciemny, pytlowy albo po prostu razowy chłopski chleb, lepszy ad najlepszego ciastka paryskiego!).

 

Ale francuski wieśniak nie zna angielskiego rostbeafu, ani francuskiego gigot. Je po prostu kartofle, w których jest przeszło 60 proc. węglowodanów, chleb mu daje się do ciężkiej pracy...

 

Czy i on choruje z nadużywania organów trawienia i z tytułu niedoskonałej przemiany materyi. A on przecie stanowi większość w narodzie. Dziś jeszcze on najmniej spożywa mięsa we Francyi, najmniej cukru. Rano je zupę i wieczorem tak samo, je mięso raz na dzień, a w okolicach ubogich w górach Auvergni raz na tydzień (w Cevennaeh, w Arednnach, w Alpach, w Bretanii, w Landach — pewnie w połowie Francyi). Zostają, tedy wielkie miasta, zostaje klasy zamożne.

 

Człowiek zamożny wciąż się leczy i wciąż choruje. Biedny nie ma czasu na to. Jednak Francuz, wciąż lecząc się, spożywa he z przerwy różne wytwory farmacyi francuskiej — żyje długo.

 

Je i pije po kilka razy na dzień, obficie zraszając jadło winem i innym niebezpiecznym alkoholem. Przed wojną, kiedy jeszcze wolno było zatruwać się absyntem, można było oglądać w kawiarniach, na terasach kawiarń starych ludzi, spożywających po cztery szklanice absyntu. Cudzoziemiec, częstowany, nie mogąc przełknąć tej obrzydliwości, pytał: poco pan to pije? „Aby dłużej żyć" — śmiał się stary profesor, siwy, jak gołąb, czerwony na twarzy, z niezgorszym em bon point.

 

Jest w Paryżu restauxacya wegetaryańska: jedna, jedyna na całe milionowe Miasto. Uczęszczają tam cudzoziemcy. Anglicy, Amerykanie, także Polacy. Francuz uważa ten przybytek za aptekę. Przed wojną dużo hałasu narobił doktór Guelpa, który żądał, aby ludzie głodzili się stałe, co miesiąc wedle dawnych reguł klasztornych, wracając do biblijnych i buddyjskich reminiscencyi. Miał wyznawców nietylko między Francuzami i nietylko we Francyi. Mówił to samo, co mówię, apologeci dzisiejszej karty na cukier, jutrzejszej karty na chleb i mięso. Jedz, bracie mniej, będziesz żył dłużej i nie chorując, spoczniesz na lonie Abrahama.

* * *

Obfte jadło jest wynalazkiem zgoła nowoczesnem. Jest nieprawdę, jakoby praojcowie nasi jedli więcej od nas.

 

Jest po prostu legendą opowieść o żarłoczności Mikołaja Reya, który jadł za trzech, ale tytułem wyjątku, ale nie jako typowy przedstawiciel swego czasu (tak sarno „Zagłoba,", albo Falstaf). Praojcowie nasi jedli mniej, niż my.

 

Ich stoły obficie zastawione, ich nieprzeliczone potrawy były dla oka, nie dla podniebienia. Świadczyły o bogactwie amfitriona, ale nie o apetycie gości. Dań przychodziło na stół mnóstwo — czterdzieści półmisków pleczystego —sześciorakie zupy, nieprzeliczone słodycze, ale przychodziły seryami po czterdzieści półmisków naraz; goście jedli z jednego albo z drugiego, nie z kilku jednocześnie, przytem półmiski były małe. „Zastaw sę, a postaw się" — zjadano tędy majątek Bankier Ludwika 14, Bernard wydawał rocznie 420.000 franków na obiady. Ale goście jego nie jedli wiele, choć zjadali majątek. Pojemność ich żołądka nie była wielka.

 

Na dworze królewskim w 1316 roku 408 osób wypijało rocznie 280 litrów wina. Robotnik paryski pije dzisiaj 1 do 2 litrów dziennie, a racya, normalna przy każdym posiłku, nie licząc pierwszych śniadań i podwieczorków. Pani de Maintenon wymawia bratowej swojej, pani d'Aubigne „konfitury na kolacyę i masło do śniadania".

 

Dziś dziecko robotnika jada i masło i konfitury. Nie ono jednak zbyt wiele.

 

Niema tego złego, toby na dobre nie wyszło. Cieszy się doktór Guelpa z karty cukrowej, której ten czy ów przygląda się melancholijnie.

 

Dobrzeby było, gdyby ten brak chwilowy stal się przyzwyczajeniem. Nie pilibyśmy tyle wód mineralnych. Za wszystko trzeba płacić, gorzko niekiedy. Za nadużycia wladzy, za grzechy, za zbrodnie, za męki, zadawane bliźnim... Trzeba gorzko płacić za niepotrzebne kawałki cukru rw herbacie.

 

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 07-08-1917

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.