Sprawa Bispinga [mowy obrońców]

Na wczorajszem posiedzeniu pierwszy zabrał głos

 

adw. przys. Śmiarowski.

 

Kiedy kilka dni temu stanęli przed nami eksperci profesorowie i wśród niezwykłego naprężenia całej sali zakomunikowali swą opinję, co do śladów krwi na kapeluszu. stało się coś nieoczekiwanego.

 

 

Bisping powstał ze swego miejsca i przysięgając na pamięć zmarłych i szczęście żyjących, oświadczył, że jest niewinien.

 

A słało się to dlatego, że z zarzutami, jakie mu stawiał akt oskarżenia zdołał się już oswoić: kiedy jednak stanął przed nim nowy. nieoczekiwany wróg, usłyszeliśmy krzyk, podobny do tego, jaki rozległ się w parku Teresińskim w dn. 21 kwietnia r. ub. krzyk niewinnie ginącego człowieka.

 

Stanęły wówczas przed nami dwie alternatywy: albo uwierzyć, że Bisping oprócz zarzucanych mu zbrodni popełnił nową - krzywoprzysięgę na to, co nawet dla przestępcy jest najdroższego, na wiarę i rodzinę, albo poddać w wątpliwość wszystkie te dowody, które zdobyło oskarżenie w tej sprawie.

 

Jednocześnie z temi dwoma, przypuszczeniami stanęły przed nami dwa uczucia przerażenia: jeśli winien zbrodni jakże nikczemny to człowiek: jeśli nie winien - jakże cierpi ten człowiek!

 

I dlatego rozumiem, dlaczego prokurator wyraził zadowolenie, że staje przed sadem koronnym, bo sąd przysięgłych zażądałby, od niego przedewszystkicm odpowit.dzi, jak się to stało, że człowiek, stojący na tej wysokości życia społecznego, na której widzą go nawet teraz przyjaciele, mógł upaść tak nisko, aby popełnić tak ciężkie zbrodnie.

 

Prokurator na takie pytanie nie mógłby odpowiedzieć.

 

Napróżno jednak cieszy się prokurator z tej okoliczności.

 

Bo i wy, panowie sędziowie koronni, zadajecie sobie napewno to pytanie i co chwila stajecie wobec wątpliwości.

 

Trzeba zgodzić się na jedno, że wszystko, co ciąży najwięcej na Bispingu, to bierze swój początek z tych nastrojów, jakie towarzyszyły tej sprawie od początku i jakim wyraz dawali tu świadkowie: miss Stocks, ks. Aleksander, księżna i księżniczka, Dażwański, Babicz...

 

Poszlak pewnych tu niema - są ich ledwie strzępy, ich ułamki, takie, jak te włosy, które znaleziono na rękawiczkach księcia, a które miały być kamieniern węgielnym oskarżenia.

 

Prokurator zrzekł się jednak ekspertyzy i za podstawę swego przemówienia wziął wyjaśnienia Bispinga – psychologje, która jest owym „kijem o dwóch końcach.”

 

Czyż to nie jest bankructwo oskarżenia, gdy przechodzi od wiedzy lekarskiej, do psychologii wątpliwej, od nauki do wróżbiarstwa?

 

Istotnie położenie prokuratora było trudne, bo ekspertyza wniosła przed sąd pierwiastek walki, w której po jednej stronie stał ekspert oskarżenia po drugiej ekspert obrony.

 

I o ile zrozumianą być mogła chęć przyjścia z pomocą oskarżonemu przez eksperta obrony tam, gdzie kończył się jego naukowy punkt widzenia, to już niepojete było stanowisko eksperta oskarżenia. który oskarżał nawet wtedy, gdy rola jego, jako uczonego była skończona.

 

Weźmy ekspertyzę włosów.

 

Kiedy o niej przed sprawą zaczęto mówić po raz pierwszy miało się wrażenie, że jej wynik będzie jednocześnie wyrokiem.

 

Oczekiwania te jednak nie sprawiły się.

 

Stanął przed wami prof. Taranuchin i oświadczył, że włosy, znalezione na rękawiczce księcia podobno są do włosów Bispinga i na potwierdzenie tego dał nam 6 pewników, które na pierwszy rzut oka powinny były wskazać na Bispinga, jako na zabójcę.

 

Przyjrzawszy się bliżej tym argumentom musimy się zdumieć.

 

O włosie Nr. 11 uczony profesor oświadczył, że „nie można go odróżnić od niektórych włosów Bispinga”, a uczynił to na podstawie połowy włosa.

 

„Kilka włosów z rękawiczki księcia – mówi dalej ekspert oskarżenia ma wrzecionowate pogrubienia i na kilku włosach Bispinga spotyka się to samo”.

 

„Kilku”... panowie sędziowie, to znaczy dwa włosy z rękawiczek księcia, „spotka się” - to znowu znaczy jeden na 60 włosów z głowy Bispinga.

 

„Ferma i charakter cebulek – mówi dalej prof. Taranuchin – ten sam! Gdy jednak Kosorotow zaprotestował przeciw temu. Taranuchin zrzekł się „formy” pozostał przy „charakterze”, aby w ostatecznym swym wywodzie mówić znowu o „formie”.

 

Następna cecha miał być „wysepkowy układ pigmentu włosów, którego zrzekł się dopiero wtedy, gdy Kosorow powiedział nam, że tę osobliwość ma większość włosów ludzkich.

 

Dalej szedł kolor włosów: na rękawiczce znalazł kolory: ciemno-brunatny, brunatny, jasno-brunatny, szpakowaty, siwy... i u Bispinga znalazł te same kolory z tą drobną dla prof. Taranuchina różnicą, że ciemno - brunatnych u Bispinga znaleziono na 60 włosów 30, t. j. 50 proc., na rękawiczce zaś 20 proc.

 

To samo dotyczy włosów siwych: u Bispinga znaleziono na 60 włosów — jeden, na rękawiczce zaś na 20 — dwa, a nawet właściwie 4, ponieważ drugie dwa uznał p. Taranuchin za wątpliwe.

 

Przy wyliczaniu grubości włosów mamy taką samą ścisłość, według której prof. Taranuchin przekonywa nas, że dwa nie równa się dwóm, lecz — pięciu (na dowód czego mówca przytacza szereg trafnych wniosków, na podstawie cyfr, przedstawionych przez prof. Taranuchina, ale inaczej zestawionych do ostatecznych wniosków).

 

Wspomniawszy następnie, że prof. Taranuchin nie znał zupełnie włosów zamordowanego księcia i że ta okoliczność ostatecznie obala jego twierdzenie. adw. Śmiarowski zaznacza, że autorytetem dla sadu muszą być wyniki badań uczonych, którzy się poświecili oddawna temu przedmiotowi i ogłosili drukiem szereg prac w tym kierunku.

*

Przechodząc do krytyki ekspertyzy włókien obrońca obala nie naukowe bynajmniej twierdzenie prof. Taranuchina, że włókna z palta Bispinga znalazły się na rękawiczce księcia dopiero po porzuceniu lejc. Ponieważ włókien z nich nie znaleziono i zaznacza, że wśród zbadanych, znaleziono włókna z pledu, który leżał na. bryczce i mniej był w użyciu, niż lejce.

 

Poważny cios oskarżeniu zadaje dalej mówca przez krytykę ekspertyzy lekarsko-rusznikarskiej.

 

„Zmierzono - mówi - dwie lufy cztery naboje i wywnioskowano, że kule, znalezione w trupie pochodzą prawdopodobnie z rewolweru Bispinga, choć rewolwerów tego systemu wyniszcza fabryka setki tysięcy, które albo wszystkie maja pewne jednakowe uchybienia w konstrukcji, albo podlegają pewnym zmianom w miarę użycia.

 

Oprócz podobieństwa zresztą, zupełnie problematycznego, jakie otrzymano przy pomiarze kul i luf poszlaka dla oskarżenia, jest znaleziona na miejscu zbrodni gilza od rewolweru.

 

Gilza ta w rzeczywistości jest inaczej spłaszczona niż gilzy, które wystrzelono z rewolweru Bispinga przy próbnem strzelaniu.

 

Oskarżenie różnice tę tłómaczy okolicznością, że rewolwer był wysłany do Petersburga i że tam mogli go byli uszkodzić, np. przez uderzenie młotkiem.

 

To samo - mówi adw. Śmiarowski mogłaby obrona powiedzieć o krwawych plamach na: kapeluszu, również mógł uledz zmianie od czasu odebrania go od Bispinga — obrona jednak nie śmiałaby stawiać takiego zarzutu tym, którzy chyba wiedza jak się należy obchodzili z dowodami rzeczowemu.

*

Przechodząc do analizy krwi obrońca poddaje krytyce pseudo-naukowe twierdzenie prof. Taranuchina, że krew na palcie mogła być zmyta, wtedy, gdy krew na bucie pozostała.

 

Brak krwi na palcie jest najlepszym dowodem niewinności Bispinga próba zaś benzolinowa plamy na rewolwerze i bucie nie może być dowodem oskarżenia, ponieważ analiza benzolinowa jest przedwstępna i nie została potwierdzona przez następne, właściwe metody badania krwi.

 

Prof. Taranuchin — mówi adw. Śmiarowski — nie mogąc doszukać się krwi, powiada: najlepszym dowodem, że krew była jest to, że krew ta została. zmyta.

 

Oto do czego dochodzi uczony profesor, gdy porzuca katedrę i zajmuje krzesło prokuratorskie.

 

A takich przerzuceń się było w procesie wiecej!...

 

Gdy Bisping oświadczył, że krew w bucie pochodzi z rany na nodze — przyjęto to z niedowierzaniem, nie chciano nawet, oglądać nogi. Dopiero sąd stwierdził te okoliczność!

 

Pozostaje jeszcze jedna ekspertyza krwi na kapeluszu.

 

Gdy prof. Taranuchin wystąpił z tem nowem swem odkryciem oczekiwaliśmy wszyscy jej wyniku z niecierpliwością.

 

Nie dlatego, żeśmy się obawiali nowej poszlaki, ale dlatego, że w tej sprawie mieliśmy elegie niespodzianki...

 

Nowa ekspertyza była istotnie znowu niespodzianka, bo wykazała ona ślady krwi na rondzie kapelusza z tyłu, tam gdzie przy mordowaniu krew, paść w żaden sposób nie mogła i gdzie domniemany zabójca nie mógł dotykać się po zabójstwie reką. Zresztą od dotkniecie okrwawioną ręką plama musiałaby większa. Te zaś jakie znaleziono mogą pochodzi od dotkniecie kapelusza przy czyszczeniu palcem, który ma nieznaczne zakłucie.

 

Bisping w dniu aresztowania miał taka rankę i tylko w ten sposób czyszcząc kapelusz mógł ukuć przeciew sobie te niespodziewaną poszlakę.

 

Od śladów krwi musimy przejeść do zabójstwa księcia i zadać i sobie pytanie, czem został zabity książę? Eksperci nie dali nam pewnej odpowiedzi, podobnie jak nie ustalili czasu zabójstwa w stosunku do czasu spożycia ostatniego posiłku. Prof. Taranuchin, wezwany po raz pierwszy – czas zabójstwa określił na 2-3 godziny po obiedzie, oświadczając, że znależy to od ilości i ciężkości potraw. A gdy kucharz księcia ustalił na śledztwie sądowem, że obiad był obfity, a menu ciężkostrawne, ekspert oskarżenia wbrew wszelkiej logice zawyrokował: „prędzej po 2 niż po 3 godzinach...” Czemu? Bo tego wymagała konstrukcja aktu oskarżenia.

 

W związku z tem jest zeznanie tragarza Więckowskiego, ustalające według zegarka czas strzałów na g. 2 m. 35, wtedy, gdy, według orzeczenia ekspertów, czas zgonu księcia określićby należało według ilości przetrawionego pokarmu na g. 2 m. 50.

 

Przechodząc do samej sceny zabójstwa obrońca powołuje się na słowa ks. Światopełk - Mirskiego, który orzekł, że „książę mógł drogo sprzedać swe życie" i podkreśla. że zabójcą mógł być człowiek tylko silniejszy od księcia, mogący swobodnie posługiwać się obiema rękami: jedną mocno trzymać wyrywającego się księcia, drugą zadawać razy.

 

Pozostaje jeszcze jedna okoliczność — kradzież w pałacu teresińskim choć o tej kradzieży nie wspomina zupełnie akt oskarżenia.

 

To, że kradzież tę mogli popełnić, tylko ludzie znający rozkład pałacu i ze sprawców jej nie wykrył pilnie strzegący parku i pałacu przed obcymi Orman dziwnie kojarzy się z tem, że służba, teresińska nie zainteresowała się strzałami, słyszanemi w lesie i mimo że widziała stojące w parku konie księcia, nie zaczęła wcześniej poszukiwań. Poszukiwania zaczęto dopiero po przyjedzie lokaja ksiecia z Warszawy Zukiewicza i zaczęto dziwnie: miast szukać go w pobliżu miejsca znalezienia koni, udano sie naprzód na stacje i dopiero po przybyciu Dażwańskiego odrazu trafiono na właściwe miejsce.

 

Zamordowanie Druckiego Labeckiego - kończy adw. Świarowski — nie jest tajemnicą parku teresińskiego, lecz tajemnica pałacu bo stamtad wykradziono nazwisko prawdziwego zabójcy.

 

Kradzież w Teresinie to sprawa ciemna, a najciemniejsza strona tej sprawy jest zachowanie się służby teresińskiej.

 

Następnie wystąpił z obroną Bispinga

 

adw. przys. Papieski.

 

Panowie sedziowie!

 

I mnie, jak jednemu z moich kolegów utkwił w pamięci aforyzm prokuratora, wygłoszony na początku jego dobrze opracowanej mowy, ze w t. zw. procesach sensacyjnych prawda z trudem oddycha.

 

I istotnie ma słuszność oskarzyciel, że zmora sensacji rodzi specjalne typy świadków, którzy wnoszą do przybytku sprawiedliwości swoje spostrzeżenia nie przy zwykłem słonecznem świetle prawdy, lecz przy migotaniu ogarka kopcacego bądź obawą o własna, skóre z powodu niewypełnienia swoich obowiązków, bądź sugestją przesycona bezkrytyczną opinjon t. z. ulicy.

 

Mam zasadę twierdzić. że i w obecnej sprawie taki sam kopcący ogarek oświetlał „prawdę" — prawdę wynurzeń różnych zanadto roztropnych Omanów, Wołowczyków, Cybulskich, Żukiewiczów, „ubóstwiajających swego książecego chlebodawców i mniej roztropnych Sochów, Marczaków i całego szeregu innych, wierzących na słowo zdolnościom śledczym pierwszych.

 

Może zresztą zbyt bagatelizuje te zdolnoci pp. Ormanów boć przecie wiem, że zdołali oni zahypnotyzować wielu w pewnym kierunku, gdyż nawet jeden z wyższych przedstawicieli władz administracyjnych nazajutrz po rozmowie z nimi z całą stanowczością orzekł, że co do osoby zabójcy niema żadnej wątpliwości.

 

Oto skąd powstały wielce psychologiczne spostrzeżenia o tem, że wyglad niewątpliwego zabójcy jeszcze przed popełnieniem zbrodni był ponury, że „nie miał on wdzięku w uśmiechu", że „był smutny i dumny."... Oto dlaczego z taką ścisłością określili czas strzałów w Parku Teresińskim ludzie, którzy tu w sądzie nie zdali egzaminu ze zbytniej co do czasu orjentacji identyfikując sekundy z minutami.

 

A wynik? Budowany na takiej fundamentach okazały gmach oskarżenia musiał runąć z chwila, gdy śledztwo sądowe zaczęło usuwać cegły lichej dobroci z tego fundamentu...

 

O tem jednak pomówimy później obszerniej.

 

Zgadzajcie się w zasadzie z oskarżycielem. co do słuszności początkowego aforyzmu, nie mogę jednak uznać trafności jego aforyzmu końcowego, że rzekomo nie można twierdzić, opierając się na prawości człowieka o tem, czy może on popełnić zbrodnię dopóki jej się nie popełni.

 

Zapatrując się tak, staje się dziwnem, że (powiem to dla przykładu), że władze przywiązują wagę do wszelakich świadectw służbowych o małej wartości urzędników i ofiarowują wartości urzędników i im na zasadzie tych świadectw najbardziej odpowiedzialne posady państwowe...

 

Gotów jestem przystać na połowiczną zgodę.

 

Istotnie, człowiek z nieskazitelną przeszłością może popełnić występek, lecz nie każdej kategorii. Możemy zrozumieć a nawet rozgrzeszyć uczciwego pracownika, który przywłaszcza sobie cudzą własność, patrząc na swą schorowaną, zgłodniałą rodzinę, rozumiemy zamach na życie bliźniego pod wpływem doznanej krzywdy; znamy moc nawet nie patologicznego afektu, kierującego wolą nieposzlakowanego w swej przeszłości gwałciciela przykazań Boskich i przepisów prawa, - ale w żaden sposób uwierzyć nie możemy, ażeby człowiek, który w wczesnej swej młodości nosił przez lat szeregi wysoko sztandar prawości, honoru i stałych przekonań, nagle z lekkiem sercem mógł podeptać wszystkie swoje zasady w celu lekkiego lub nikczemnego zarobku, ażeby z instynktem nikczemnej żmii mógł oodpełznąć ku niewinnej ofierze, podstępnie ukąsić ja, śmiertelnie i nasycić się cząstką jej ziemskiego dobytku.

 

A przecie tak według prokuratora postąpił słynący z uczciwości Bisping w stosunku do swego najlepszego przyjaciela, który go obdarzał bezgranicznem zaufaniem."

 

W dalszym ciagu obrońca omawia szczegółowo charakterystykę Bispinga i jego stosunek do księcia, powołując się na szereg świadków, stwierdzających, że stosunek ten do ostatniej chwili był jednakowo dobry. Między innemi wskazuje na to, że na nie długo przed wyjazdem do Teresina książę z otwartemi rękami witał wchodzącego do klubu swego „drogiego Jasieczka.."

 

Innego zdania o tej przyjaźni byli tylko bracia zamordowanego, których sympatją nie cieszył się Bisping —pierwszy wątpił nawet na śledztwie o szczerości jego uczuć religijnych, ale do sądu się nie sławił, bo nie uznał za stosowne podzielić się tu z nami swemi zapatrywaniami. Książę Aleksander ostrzegał naweł „kochanego" przez niego — wprawdzie tylko jednostronnie brata jeszcze przed 10 czy 8 laty przed przyjaźnią z Bispingim, jako człowiekiem mniej zamożnym, jak gdyby przewidywał, że dopiero po kilku latach książę Władysław zawrze z Bispingiem stosunki finansowe.

 

„Pozwolę, sobie tu — ciągnie obrońca - zadać pytanie, czy w tej ocenie B przez braci nieboszczyka nie grał przypadkiem tajony żal do obecnie oskarżonego, ze zabrał on nawet cząstkę tego serca, które całkowicie bić dla nich przestało? „Wyraziwszy następnie zdziwienie z powodu pewnej zmiany frontu w tej sprawie ze strony księzny wdowy, adw. Papieski nazywa jej zachowanie się godnem podziwu; zrzekła się ona powództwa cywilnego, do którego wytoczenia tak ją namawiano na śledztwie pierwiastkowem zaznaczyła niedwuznacznie że nie ma cienia podejrzenia na Bispinga a jednak? ta nieszczęśliwa wdowa łuz po zbadaniu jej w charakterze świadka przyszła do sądu po raz wtóry, aby zakomunikować sędziom szczegół z pozoru nie mający nic wspólnego ze sprawą, a mianowicie, ze mąż jej, gdy mu zrobiła wymówkę za sprowadzenie Bispinga do Warszawy z Rzymu zaraz po jego ślubie, uspokoił słowami:

 

„Nie troszcz się o niego, ja płacę mu za to”

 

— Złą doprawdy — zaznacza mówca — wyrządzili je; przysługę życiowi czy prawni doradcy, namawiając ją do powtórzenia tego szczagółu sądowi, bo w jakiemz świetle stawia ona swego małżonka, który w rozmowie z nią traktuje Bispinga, jako płatnego najmitę, a jednocześnie warzy go bezgranicznem zaufaniem jako egzekutora swego testamentu i udaje przy ludziach, że jest on jego najlepszym przyjacielem, takim jak ks. Sapieha i hr. Pusłowski. Czyżby książe chciał dowieść przysłowia, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ?

 

Po omówieniu t. zw. premedytacji zarzucanych Bispingowi przestępstw obrońca w sarkastyczny sposób krytykuje bardzo wątlemi nićmi związane poszlaki. Kiedy w umyśle oskarżonego powstała myśl zgładzenia ze świata księcia — mniemać należy, że stać się to miało na kilka miesięcy przed tragedią teresińską a mianowicie podczas sławetnego trucia księcia strychniną.

 

Dla wykazania bezzasadności i śmieszności tego faktu adw. Papieski dochodzi do wniosku, że Bisping, aby istotnie wprowadzić w czyn swój zamiar, musiał po wsypaniu do ostudzonej herbaty księcia trucizny prosić, aby wstrzymał się od sprobowania herbaty, aż trucizna się rozpuści, a wiedząc że gorycz tak spreparowanego płynu jest większa niż goryczy chininy, musiał również zapewniać przyjaciela słowem honoru, że gorycz jest tylko pozorną i prosić go o wypicie całej filiżanki. Bisping jednak nie przewidział, że i takie nalegania nie osiągnęłyby skutku zamierzonego gdyż jak się okazało, ilość znalezionej w herbacie strychniny była równa takiej dozy, po której nastąpiłaby śmierć człowieka.

 

Wyprowadzając z tego wniosek, że obecnie, gdy bezpodstawność tego oskarżenia jest chyba więcej niż jasna dla każdego, przestała wierzyć w ten zamach nawet młoda księżniczka. Obrońca mówi: Niechże to więc będzie dla niej, stawiającej pierwsze samodzielne kroki w życiu, nauką na przyszłość, jak ryzykowną rzeczą jest budować na zasadzie nieuzasadnionej młodzieńczej intuicji potworne oskarzenie względem bliźniego, który nie umiał czy też nie starał się zaskarbić sobie jej sympatji.

 

Wspomniawszy następnie o okolicznościach towarzyszących wyjazdowi Bispinga do Teresina, mówca podaje zasłużonej krytyce zeznania świadków: Ormana, Wolowczyka i całego szeregu innych, zestawia sprzeczności ich zeznaniach i podkreśla ich bezwartościowość dla oskarzenia ze względu na stopień ich rozwoju umysłowego. Gdyby bo byli ludzie inteligentni, należałoby ich nazwać podłymi, ponieważ są to tylko ludzie ciemni – określa ich słowo: głupcy!”

 

Zestawiając dane śledztwa sądowego adw. Papieski dochodzi do wniosku, że potwierdziło ono większość wyjaśnień Bispinga, które władzom śledczym wydawały się podejrzane i przechodząc do zakończenia swych wniosków mówi:

 

„Nie naszem zadaniem jest przedstawiać hypotezy istotnej prawdy. Nie znamy tych środków jakiemi rozporządzała władza śledcza. Jest to niewątpliwie tak wielka tajemnica, jak i tajemnica kradzieży w Teresinie. Być może kiedyś tajemnice te będą rozwikłane. Na razie mogę wyrazić żal, że władza śledcza, która z takim trudem zbierała wszelkie poszlaki przeciw Bispingowi, nie obejrzała w czasie właściwym zawartości biurka księcia w pałacu teresińskim, ze zbytnio zaufała gorliwości służby, bo kto wie czy ta droga nie odsłoniłaby rąbka tajemnicy. Muszę — kończy adw. Papieski — nisko pokłonić się panu prokuratorowi za pełne głębokiego uczucia i szlachetności wyrazy pod adresem tak ciężko dotkniętej przez los małżonki oskarżonego. Nie zupełną ma on jednak rację, ze natury idealne „widzą Boga, lecz nie dostrzegają demona", ze zadaniem ich odnajdywać iskrę Bożą nawet w upadłych. Tak nie jest. Natury czyste lgną tylko do natur szlachetnych, a pani Bispingowa, zanim postanowiła związać swą dole z dolą swego męża nie powodowała się zmysłami lub bezkrytycznym entuzjazmem, bo ma nietylko czystą duszę, ale również głęboki rozum dobrze przeniknęła człowieka zanim z nim związała swój los. I jeśli teraz wierzy ona w niewinność męża to dlatego, ze po dawnemu widzi w nim człowieka prawego oraz głęboko wierzącego i z wiarą oczekuje wraz z nim tryumfu prawdy.

 

Ja również wierzę, że i wy panowie ocenicie wartość jego dojdziecie do wniosku, że cierpi niewinnie.

 

Z niecierpliwością przeto oczekuje. my waszego wyjścia z sali narad, bo nie wątpimy, że wyrokiem swym powiecie Bispingowi: Wycierpiałeś dużo tylko wskutek fatalnego dla ciebie zbiegu okoliczności. Idż w pokoju, nieś wysoko sztandar swych uczciwych zasad.

 

A głęboko wierzący Bisping dopowie sobie w duszy w ojczystym swym języku słowa:

 

„Pan Bóg nie rychliwy , ale sprawiedliwy".

 

Kurjer Poranny, 13-06-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.