Tajemnica śmierci ks. Druckiego-Lubeckiego. Baron Bisping przed sądem. Cz2

Pozostawiwszy ludzi na straży, Dżamański niezwłocznie dał znać władzom o wypadku.

 

Trup księcia leżał wśród młodych drzew, których gałązki były zbryzgane krwią i częścią łamane, głowa nieboszczyka była zalana krwią, z przyschniętymi do niej liśćmi; pod nią leżała zalana krwią czapka; ręce w mocno pokrwawionych i rozerwanych rękawiczkach były zaciśnięte w pięści, a na nich, jak wyjaśniło się przy oględzinach, między palcami przyklejonych było około 20 włosów i około 50 cząsteczek wełny; w zaciśniętej pięści lewej ręki było kilka suchych liści. Na trupie znaleziono 30 ran, 2 były postrzałowe, a reszta tłuczonych.

 

Przyczyna śmierci.

Według opinii lekarzy, biegłych, profesora uniwersytetu warszawskiego na katedrze medycyny sądowej Taranuchina i lekarza powiatu Sochaczewskiego Zołowskiego — śmierć księcia nastąpiła wskutek wstrząśnienia mózgu spowodowanego przez naruszenie jego całości raną postrzałową druga rana postrzałowa w okolicy krzyża zaliczona być musi do rzędu ciężkich, wszystkie zaś pozostałe obrażenia ciała, zadane, według wszelkiego prawdopodobieństwa rączką rewolweru jeszcze za życia księcia, należy uważać za potłucznie i lekkie rany.

 

Obrażenia te zadane były przez jedną lub kilka osób, które — zdaniem ekspertów — były wzrostu nie wyższego, niż książę; pozostały też ślady walki.

 

Cała krwawa rozprawa trwała nie mniej niż 10 minut. Śmierć księcia nastąpiła nie zaraz lecz po 15—20 minutach. Ks. Lubecki zabity został 5—6 godzin przed znalezieniem jego trupa.

 

W poszukiwaniu mordercy.

Naczelnik straży z. Babicz, który przybył na miejsce przestępstwa w mniej więcej trzy godziny po wykryciu trupa, wysłał na wszystkie strony strażników ziemskich.


Wywiady te nie dały żadnych wyników.

 

Wyjaśniło się, że potem, gdy książę w oczach Grala skręcił z drogi „pałacowej" na „leśną" nikt z ludzi miejscowych żywym go nie widział. Bar. Bisping przybył do Warszawy 21 kwietnia 1913 r. pociągiem kolei kaliskiej o godz. wpół do 8-ej w. i po kilku godzinach wyjechał do majątku Massalany w gub. Grodzieńskiej, dokąd wysłali mu kilka depesz o śmierci księcia znajomi i służba nieboszczyka.

 

Po otrzymaniu tych depesz Bisping niezwłocznie powrócił do Warszawy i 23 kwietnia zjawił się w kancelaryi prokuratora, gdzie złożył sędziemu śledczemu zeznanie o okolicznościach w jakich rozstał się z księciem. Pozycya, w jakiej znajdowały się zwłoki śp. Lubeckiego.

 

Jak się rozstaliśmy..

W jakieś 2 — 3 minuty potem, gdyśmy z księciem w drodze powrotnej od „małego mostku" przecięli „drogę pałacową" — spotkaliśmy jakiś wóz z workami; za wozem szedł młodzieniec; następnie skręciliśmy na drogę „leśną", kierując się ku stacyi kolejowej. Przejechawszy niewielki kawałek, spotkaliśmy idących ku nam na spotkanie 2 mężczyzn w średnim wieku, średniego w zrostu; czynili oni w rażenie zamożnych włościan.

— Czego chcecie? — zapytał się książę.

 

Nie pamiętam, co odpowiedzieli, przypominam sobie tylko słowa:

— My do jaśnie księcia!

Książę zgodził się porozmawiać z nimi.

— Poczekaj pan chwileczkę — zwrócił się Książe do mnie — rozmowa nie będzie trwała długo.

 

Nie zgodziłem się na to, ponieważ bałem się spóźnić na pociąg, pożegnałem więc księcia i wyszedłszy z bryczki z lewej strony (książę siedział z prawej) poszedłem piechotą najpierw przez las, ku drodze na skraju, aby następnie szosą przejść do stacyi. Książe pozostał w bryczce, a 2 nieznajomych zatraymało się, dochodząc do bryczki na kilka kroków. Rozstawszy się z księciem — nie oglądałem się już, nie widziałem przeto, jak się zaczęła rozmowa z nieznajomymi.

 

12 kilometrów piechotą.

Ody znalazłem się na szosie — ciągnął bar Bisping — spostrzegłem, że pociąg już odszedł od stacyi, nie dochodząc więc do samego toru kolejowego, skręciłem na drogę, idącą dość równolegle w odległości kilkudziesięciu kroków i doszedłem do odległej od Teresina o 12 i pół kim. następnej stacyi Błonie, gdzie o godz. 6 i pół wsiadłem do pociągu i przyjechałem do Warszawy. Piechotą poszedłem dlatego, że zirytowałem się spóźnieniem; poza tem zaś nie byłem pewien, czy pozostawszy u księcia, nie spóźnię się i na następny pociąg, gdy interesy wymagały koniecznie obecności mojej w Warszawie i Grodnie. Na spacer piechotą zdecydowałem się i dlatego, że chciałem się rozgrzać, dzień był wilgotny. Odległość Teresina od Błonia wydawała mi się znacznie mniejszą, niż to się okazał ow rzeczywistości, a przytem nie sądziłem, że droga jest tak grzązką i ciężką.

— Co do swej drogi piechotą bar. Bisping zeznał, że prawie przez cały czas szedł z prawej strony plantu kolejowego i dopiero już koło Błonia przeszedł przez tor po szosie, przecinającej kolej na 10 wiorście od Teresina, a prowadzącej do jakiejś cukrowni; zeznaniu tem u zaprzecza dróżnik.

 

Ostatni dzień razem.

Podczas pobytu swego w Teresinie ks. Drucki-Lubecki nie zdradzał żadnego niepokoju i zdenerwowania i nie mówił nic o smutnych przeczuciach, a nawet, przeciwnie, wyrażał zadowolenie z powodu przyjazdu do Teresina, mówiąc, że tutaj odpoczywa po Stanisławowie, gdzie skoncentrowany był zarząd jego dobrami.

— Dzień morderstwa spędziliśmy razem — opowiadał Bisping — i zachowałem w pamięci dwa wypadki, jakie zdarzyły się dnia tego, wywołując niezadowolenie księcia.

 

Przed śniadaniem książę gniewał się na lokaja, Macieja Wołowczyka, za to, iż ten dopuścił do niego jakiegoś człowieka, a podczas przejażdżki porannej zwymyślał leśnego za to, że ten podszedł nie zdejmując fuzyi, którą leśnik zaraz po tem rzucił na ziemię.

— Wydaje mi się, że leśny niema po co zdejmować fuzyi — zauważyłem po francusku,

 

Lecz książę odparł na to:

— Ach, zostaw pan — wogóle nie jestem zadowolony z leśnych i zamierzam zmienić wszystkich. Dwóch ,już oddaliłem.

 

Z zeznań Bispinga wynika, że zabójstwo ks. Druckięgo-Lubecklego dokonane było w każdym razie już po odejściu ze stacyi Teresin pociągu o g.3m,30. Jednakże, jak zgodnie twierdzą świadkowie, znajdujący się w pobliżu miejsca, gdzie dokonano morderstwa, 2 wystrzały rozległy się stanowczo wcześniej. Większość świadków zeznaje, że wystrzały słyszeli 15 minut potem, jak widzieli księcia i jego gościa na „białym mostku". Wystrzałom towarzyszył krzyk mężczyzny.

— Albo ktoś napadł na człowieka, albo leśny Orman strzela do wron — zauważyła jedna z pracujących dziewczyn.

— A kto krzyczy? — odpowiedziała druga. Ktoś wyraził przypuszczenie, że to leśny zabił psa i któryś z parobków zaklął na niego za to.

Ogólnie panowało przekonanie, że wystrzały rozległy się o g. 2 i pól po poł.

 

Strzały próbne.

Dla sprawdzenia zeznań świadków, którzy byli w różnych punktach majątku, a jednak wszyscy mówili, że słyszeli wystrzały, Władze śledcze dokonały strzałów próbnych patronami systemu „Mausera" i „Browninga" z miejsca, gdzie znaleziono trupa księcia. Na mocy tych doświadczeń okazalo się, że wszystkie strzały doskonale było słychać wszędzie, gdzie byli świadkowie — tak dokładnie, że można było określić nie tylko liczbę, ale i kierunek wystrzałów. Wiatr tego dnia, według zeznań leśnika Ormana, miał taką samą siłę i kierunek jak i w dzień zabójstwa księcia.

 

Tajemniczy człowiek znalazł się!

Stangret Kiziak przypuszcza, że wystrzał nastąpił w godzinę po przejściu nieznanego człowieka koło pałacu. Człowiek ten pytał o drogę do Szymanowa. Śledztwo wykryło tego człowieka: Jestto mieszkaniec wsi Młociny, Bolesław Janiszewski. Przyjechał on do Teresina o godzinie 1 i pół po południu i, szukając drogi do Szymonowa, trafił do pałacu. Wyjaśnienia Janiszewskiego nie wywołały żadnych wątpliwości.

 

Sprawdzenie wyjaśnień bar. Bispinga.

Dla sprawdzenia wyjaśnień świadków, dotyczących określenia czasu, były dokonane doświadczenia przejścia drogi według marszruty, wskazanej przez bar. Bispinga i innych świadków naocznych.

 

Do bryczki, którą jechał książę z Bispingiem zaprzężono parę koni, które, według zeznania stangreta Kiziaka, co do szybkości biegu bardzo niewiele różniły się od tych, którym! jeździł książę Drucki-Lubecki. Cztery osoby wsiadły do bryczki i możliwie najdokładniej, z tą sam ą szybkością co w dniu fatalnym, uwzględniając zatrzymania się, przejechano od pałacu aż do miejsca, gdzie, jak twierdzi Bisping, rozstał się on z księciem. Droga była mokra, lecz lepsza, niż w dzień zabójstwa. Cała droga trwała godzinę i 2 minuty.

 

Na śledztwie pierwiastkowem byli badani  wszyscy robotnicy, — przeszło 100 osób, którzy pracowali 21 kwietnia 1913 roku w Teresinie, ale nikt nie widział dwóch nieznajomych, którzy szukali księcia i którzy z nim zostali po rozstaniu się Druckiego z Bispingiem.

 

Robotnicy pracowali w różnych częściach parku, na drzewach nie było jeszcze liści, wobec tego nikt nie mógł wejść do parku, nie będąc zauważonym przez robotników.

 

Wogóle w dzień zabójstwa na: terytoryum majątku księcia były dwie osoby obce: wymieniony wyżej Stychlarz i Janiszewski, który przyszedł do gminy zmienić paszport.

 

Obyczaje księcia.

Według zeznań osób, które lepiej znały księcia, nie zatrzymywał on nigdy spotykanych włościan i nigdy z nimi nie rozmawiał — tylko odpowiadał na ukłony i przywitania; włościanie okoliczni wiedzieli o tem i dlatego też zwracali się z prośbami do rządcy Dażwańskiego i tylko w wyjątkowych wypadkach włościanie byli dopuszczani do księcia, zwykle na skutek przedstawienia rządcy lub służby osobistej księcia.

 

Kiedy bywali goście książę, który był bardzo gościnny, nie lubił rozmawiać nawet ze służbą, nie chcąc zostawiać gościa samego. Sam rządca w tedy mówił o interesach możliwie najrzadziej i najkrócej.

Włościanie lubili księcia.

 

Dowody przeciwko Bispingowi.

Jak nam wiadomo, Bisping zeznał, jakoby szedł z prawej strony plantu kolejowego, koło samego plantu. Świadek Młynarczyk, który był naówczas w budce dróżnika Komorowicza, twierdzi, że widział „tego samego pana" (tj. Bispinga), kiedy ten wychodził z lasu, przyległego do parku; wskazaną drogą zaś ów pan wcale nie szedł.

 

Łatwo go było zauważyć, ponieważ wtedy nikogo w polu nie było, bo padał deszcz. Młynarczyk widział nieznajomego pana za raz po odejściu pociągu ze stacyi „Teresin", tj. o g. 3 min. 39 po południu. Z okna budki widział Młynarczyk wysokiego pana, o słabym zaroście, porządnie ubranego w czarnem palcie, meloniku, żółtych butach.

 

Nieznajomy skierował się w stronę stacyi „Błonie".

Inni świadkowie widzieli również człowieka w czarnem palcie i „czarnym sztywnym kapeluszu"; wychodził on z parku wkrótce potem, jak rozległy się wystrzały.

Nieznajomy był w żółtych butach.

 

Opowiadanie robotników.

Do robotników, którzy sypali wał, podszedł jakiś czarno ubrany jegomość, który szedł szosą od strony parku Teresińskiego; zatrzymał się, przywitał i rzekł:

— Trudno pracować w taką pluchę.

Następnie, ruszywszy dalej, zapalił papierosa, wyjąwszy go nie z papierośnicy, a wprost z kieszeni. Nieznajomy pan poszedł do plantu kolejowego, lecz wkrótce zawrócił stamtąd, ponieważ zwrotniczy nie puścił go na plant.

Następnie pan ów poszedł drogą w stronę stacyi.

 

Czy to był Bisping.

Barona Bispinga skonfrontowano ze świadkami, większość ich jednak mówi, że nie przyglądali się uważnie nieznajomemu, niektórzy nawet zeznali, że nieznajomy miał większy i ciemniejszy zarost, a głos bardziej przytłumiony. Dróżnik Dylicki zeznał, że figura i chód Bispinga przypominają mu zupełnie nieznajomego.

 

Dla wyjaśnienia, jaki zaros t miał B. 21 kwietnia tj. w dniu morderstwa i 4 maja (przy konfrontacyi) badano fryzyera Banaczkowskiego, u którego zwsze bywał Bisping. Fryzyer ów stwierdził, że po raz ostatni baron był u niego 30-go kwietnia — zwykle bar. strzygł zarost co 7—10 dni — 30-go kwietnia broda Bispinga była dłuższa, niż zwykle.

 

Rządca Dażwański i lokaj Wołowczyk zgodnie zeznają, że zarost b. Bispinga był większy przed zabójstwem, niż po zabójstwie, kiedy Bisping też przyjeżdżał do Teresina.

 

Opowiadanie dorożkarza.

W Warszawie Bisping Jechał ze stacyi dorożką Jakubczyka; jak opowiada dorożkarz, Bisping był pierwszym pasażerem, który wyszedł z dworca kaliskiego zaraz po przybyciu pociągu o godz. 7 i pół wieczorem.

 

Wyszedłszy na ulicę, Bisping poszedł w kierunku dorożek jednokonnych, ale Jakubczyk podjechał parokonką, w którą też wsiadł Bisping, rzucając adres: Hortensya 7.

Padał deszcz.

Przy zbiegu ulic Hortensyi i Szpitalnej Jakubczyk spostrzegł, że przejazd przez Hortensyę jest zagrożony, ponieważ reparowano właśnie bruki. Dorożkarz zwrócił uwagę pasażera, że Jechać dalej nie można, ale ten lakonicznie rzucił:

„O niczem nie wiem! musisz dowieść!" Jakubczyk zawołał stróża, który odsunął baryerę, za co też dostał jakiegoś srebrniaka od Bispinga.

Dorożkarz zatrzym ał się na ul. Hortensyi koło numeru 7-go, lecz Bisping kazał mu jechać do numeru 3-go.

 

Koło domu nr. 3 Bisping szybko wyszedł z dorożki i znikł w bramie; dorożkarz czekał pół godziny i nareszcie zaniepokojony, spytał się stróża, kim jest ów pan, którego przywiózł; stróż uspokoił go: „To Bisping, bogaty pan, dobrze zapłaci !" .-

 

Po godzinie Bisping wyszedł z domu i kazał Jakubczykow i jechać do klubu Myśliwskiego na ul. Erywańskiej.

 

Po przybyciu z dworca do domu, Bisping zatelefonował do swego sekretarza osobistego Marczewskiego i podyktował mu 2 depesze na imię żony i brata z zawiadomieniem o przybyciu do Grodna nazajutrz rano. O g. 10-tej wieczorem Marczewski przyszedł do Bispinga; Bisping pakował rzeczy do walizy; między innemi włożył on i żółte buty, bardzo zabłocone. Potem baron wziął Z szafy ogniotrwałej rewolwer; Marczewski na śledztwie stwierdził, że rewolwer leżał tam i 21 kwietnia, tj. w dzień zabójstwa księcia.

 

Jednak Marczewski w rozmowie poufnej ze swym znajomym sekretarzem redakcyi „Gońca" Janikowskim nazajutrz po zabójstwie księcia zupełnie stanowczo twierdził, że baron przy nim wyjął z kieszeni mały rewolwer, prawdopodobnie Systemu Brauninga i położył go na biurko.

 

Marczewski dodał, że bar. Bisping zawsze nosi przy sobie rewolwer.

 

Tę wiadomość podchwyciły gazety i choć Marczewski pisał sprostowanie, ale w rozmowie prywatnej z Janikowskim nie zaprzeczał, że Bisping miał rewolwer. Sam Bisping twierdzi, że przywiózł że wsi rewolwer systemu „Mausera", ale do Teresina go nie brał, a zostawił w mieszkaniu warszawskiem.

 

Przy trumnie zabitego.

Niezwłocznie po otrzymaniu wiadomości o mordzie, Bisping pojechał do Teresina. Tam zaczęto go zasypywać pytaniami, gdzie zostawił księcia,

 

W jakich okolicznościach się rozstali. Bisping odpowiadał zdaniami urywanemi: Zostawiłem księcia w lesie. Poszedłem pieszo dlatego, że książę zaczął długą rozmowę z 3 mężczyznami, którzy go spotkali na drodze.

 

Wiadomo jednak, że Bisping w swoich zeznaniach mówił o dwóch mężczyznach, a nie o trzech.

 

Powiadają, że Bisping był bardzo wzruszony, kiedy wchodził do pokoju, w którem leżało ciało księcia.

 

Był on tam tylko minutę, a może mniej i wyszedł, nie podnosząc oczu na nieboszczyka. Książę Ksawery, brat zabitego, twierdzi, że Bisping niechętnie mówił o szczegółach ostatniego spotkania z księciem Władysławem .

 

Wydawał się zgnębiony i ożywił się dopiero wtedy, kiedy rodzina zmarłego zaczęła mówić o zdjęciu pieczęci z gabinetu. Bisping dużo mówi o tem i nawet sam zaofiarował się, że napisze odpowiednie podanie do policyi.

 

Bisping był na wyprowadzeniu zwłok księcia do majątku jego Szemeryna, ale wyjechał przed pogrzebem.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 17-05-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.