Tajemnica śmierci ks. Druckiego-Lubeckiego. Baron Biszping przed sądem.

W poniedziałek stanie w Warszawie przed trybunałem sprawiedliwości baron Bisping, pod zarzutem zbrodni morderstwa, dokonanego na swym szwagrze księciu Druckim- Lubeckim.

 

Pierwszy dzień wielkiego procesu, który jest nie tylko senzacyą Warszawy i całego Królestwa Polskiego, oraz Litwy, lecz który budzi przedewszystkiem niesłychane zainteresowanie w sferach arystokracyi polskiej wszystkich ziem polskich — zajmie odczytywanie aktu oskarżenia.

 

W przededniu tej wielkiej rozprawy, która znajduje echo w całej Polsce — zamieszczamy poniżej treść aktu oskarżenia, wygotowanego przez jeneralnego prokuratora warszawskiego.

 

Ze względu jednak na olbrzymie rozmiary treści tych aktów sądowych, dzielimy całość na trzy części, które kolejno zamieścimy jeszcze w numerze jutrzejszym i poniedziałkowym.

 

Akt oskarżenia.

Warszawa, 15 maja.

Przed rokiem z górą Warszawa zaalarmowana została tajemniczem morderstwem ks. Druckiego-Lubeckiego w parku Teresińskim.

 

Wieść rozległa się głośnem echem w całej Polsce, gdyż zabity był człowiekiem zamożnym ustosunkowanym, lubianym i znanym poza granicami Król. Polskiego.

 

Cech niezwykłej senzacyjności nabrała sprawa gdy wkrótce po morderstwie cała prasa warszawska podała' wiadomość, że silne poszlaki dokonania morderstwa obciążają jednego z najbliższych przyjaciół nieboszczyka, bar. Jana-Kamila-Antoniego Bispinga, ordynata.

 

Domniemany morderca cieszył się również opinią człowieka bogatego i uczciwego; uchodził nawet za bardzo pobożnego.

 

Niesłychane zawikłania, w jakie obfitował nieskończony jeszcze dotąd proces hr. Bohdana Ronikiera, oskarżonego o zabójstwo swego szwagra, Stasia Chrzanowskiego — zbladły wobec sensacyl, jaką zapowiada proces bar. Bispinga.

 

Proces rozpocznie się w poniedziałek 18 bm. w sądzie okręgowym warszawskim, bez udziału ławy przysięgłych, jak wiadomo bowiem, instytucyi sądu przysięgłych nie wprowadzono dotąd w Królestwie ze względów politycznych.

 

Zanim pismom polskim w zaborze rosyjskim wolno będzie pisać o procesie, już teraz możemy czytelnikom naszym podać główną osnowę aktu oskarżenia. Akt ten stanowi olbrzymi tom in folio, świadków wezwano przeszło 200 — a proces trwać będzie prawdopodobnie cały miesiąc.

 

W pałacu Teresińskim 20 kwietnia 1913 r. około godz. 5 pp. do majątku Teresin w gub. warszawskiej przybył pociągiem z Warszawy właściciel ks. Wład. Drucki-Lubecki.

 

Razem z nim przyjechał Jan Bisping, którego książę zaprosił do siebie do Teresina, podczas wspólnego obiadu tegoż dnia w Klubie myśliwskim .

 

Zaraz po przyjeździe, napiwszy się tylko herbaty, ks. Drucki-Lubecki kazał stangretowi, Kiziakowi, zaprządz do bryczki konie i wyjechał z gościem do parku i przyległego lasu, gdzie pokazywał Bispingowi nowe zagajniki.

Powoził stangret Kiziak.

Ze spaceru tego książę i Bisping powrócili do domu na kolacyę, podczas której — jak zauważył usługujący lokaj Zdanowicz — toczyła się jakaś bardzo ożywiona rozmowa po francusku.

 

PO KOLACYI.

Po kolacyi Bisping chciał powracać do Warszawy, lecz ks. Lubecki namówił go, aby pozostał do następnego dnia. Ożywiona rozmowa pomiędzy księciem a gościem ciągnęła się prawie do godz. 11 w nocy.

 

W gabinecie księcia i w pokoju, przeznaczonym dla Bispinga, mówił przeważnie książę, a jego interlokudot, bar. Bisping, był szczególnie jakoś ponury i przygnębiony, choć dodać trzeba, że zawsze miał nieco ponure usposobienie i powierzchowność. Lokaj z całej rozmowy zrozumiał tylko jedno zdanie, wypowiedziane przez księcia po polsku:

— Lepiej użyć na interes, niż na procenty.

 

NAZAJUTRZ.

Nazajutrz ks. Lubecki i gość wstali około godz. 8 rano. Kamerdyner Wołowczyk, który wszedł rano do sypialni księcia, zastał tam już Bispinga. Rozmawiali znów po francusku. Bisping — nachmurzony chodził po pokoju i na ukłon służącego nie odpowiedział.

 

Wkrótce potem ks. Drucki i Bisping wyszli z domu do bryczki, którą zajechał Kiziak.

Na rozkaz księcia Kiziak pobiegł do biura majątku i przyniósł 20 papierosów, zawiniętych w papier. Paczkę z papierosami książę oddał Bispingowi, który zapalił jednego, resztę zaś schował do kieszeni.

 

Ks. Drucki-Lubecki posłał Kiziaka do kucharza z poleceniem, aby śniadanie było punktualnie na 12 w poł., wziął sam lejce i razem z Bispingiem pojechał do lasu, zwanego „Wolką".

 

W LESIE.

Książę zatrzymał bryczkę, zainteresowawszy się robotami przy gajeniu. Leśny Orman zwrócił uwagę na szczególnie ponury wygląd Bispinga.

 

W lesie Wólce ks. Lubeckiego i barona widział leśny Cybulski, gdy wysiadłszy z bryczki, oglądali zagajniki.

 

Zauważywszy pana, Cybulski poszedł na jego spotkanie, wyjąwszy z fuzyi naboje, zgodnie z wydanym przez księcia raz na zawsze rozkazem, aby służba leśna nie zbliżała się doń z nabitą bronią dla uniknięcia wypadku.

 

ZAGADKOWE ROZPORZĄDZENIE.

Teraz jednak, książę, zapytawszy Cybulskiego, czy ma broń nabitą i otrzymawszy odpowiedź przeczącą, ku zdumieniu leśnego, rozkazał mu nabić fuzyę i iść za nim i gościem.

 

Gość księcia nic przy tem nie mówił, lecz, podchodząc do księcia Cybulski — jak twierdzi — zauważył, że gość szuka czegoś po kieszeniach, a gdy spostrzegł Cybulskiego, przestał szukać.

 

Następnie, pospacerowawszy trochę jeszcze po lesie i wciąż rozmawiając, książę i jego towarzysz siedli znów do bryczki i pojechali w kierunku pałacu.

 

Po drodze do domu zatrzymali się jeszcze obaj panowie na skraju lasu, opodal drogi, prowadzącej z folwarku do stacyi kolejowej.

 

PROŚBA WŁOŚCIAN.

Na śniadanie ks. Lubecki i bar. Bisping spóźnili się nieco.

Pod gankiem pałacu na księcia oczekiwał włościanin sąsiedniej wsi Granicy, Antoni Stychlarz, pełnomocnik gromady w sprawie wymiany gruntów z księciem.

 

Chociaż włościanin ów został przez księcia przyjęty, kamerdyner jednak otrzymał monit: książę przypom niał mu polecenie, aby nigdy nie dopuszczał petentów gdy są goście. Jak mówi stangret Kiziak, książę zapowiedział, że sam odwiezie barona na kolej.

 

W DRODZE NA DWORZEC.

Kiziak zajechał bryczką. Książę wziął odeń lejce i sam pojechał z bar. Bispingiem w kierunku szosy, która przecina tor kolejowy koło stacyi Teresin od strony Warszawy.

 

Po przejechaniu wiorsty książę i baron zawrócili w stronę „białego mostka" na strumieniu który przepływa przez las.

 

Widziano bryczkę księcia, przejeżdżającą przez „biały mostek" od strony parku. Na skraju lasu książę rozmawiał z pracującemi dziewczętami.

 

Było to o godz. w pół do 2-ej pop.

 

Od miejsca, gdzie pracowały dziewczęta, książę i Bisping z początku pojechali przez las, równolegle do szosy, następnie zaś skręcili w głąb lasu.

 

Około 4-ej robotnik Jastrzębski, który znajdował się koło drogi, prowadzącej z majątku Teresin do stacyi kolejowej, zauważył konie i bryczkę księcia opodal drogi przy drzewie. Ani w bryczce ani w pobliżu niej nikogo nie było.

— Musi książę być blizko! — zdecydował Jastrzębski i aby nie wpaść w oczy panu, odszedł i wrócił do roboty.

 

O god. w pół do 7 wraz z towarzyszami, po skończeniu robót Jastrzębski wracał do domu skrajem lasu. Konie i bryczka były w tem samem miejscu.

 

NIEPOKÓJ W PAŁACU.

Wbrew zwyczajowi ks. Drucki-Lubecki nie wrócił dnia tego do pałacu na podwieczorek, który zwykle spożywał o godz. 4 pp.

 

Okoliczność ta, jako niezwykła, zadziwiła całą służbę, której niepokój wzrastał, gdy zciemniało się a księcia jeszcze nie było.

 

Po siódmej wieczorem robotnik Antoni Grała ruszył przez park do sąsiedniej wsi Papratnia, po papierosy dla kucharza.

 

Będąc, jak i cała służba, zaintrygowany przewlekającą się nieobecnością pana, Grał postanowił po drodze zobaczyć, czy księcia niema gdzie w pobliżu miejsca, gdzie stały w dzień konie.

 

Istotnie, idąc w tym kierunku, zobaczył bryczkę i konie przywiązane do drzewa.

 

W bryczce leżały dwa palta, samego jednak księcia nie było nigdzie widać. Przypuszając wszelako, że książę spaceruje może gdzie w pobliżu, Grala nie zdecydował się jeszcze wziąć koni.

 

Kiedy i na powrotnej drodze z Paprotni w godzinę mniej więcej potem zobaczył, on konie i bryczkę, stojące w tem samem miejscu i w tem samem położeniu, domyślił się, że panu przytrafiło się jakieś nieszczęście.

 

Odwiązawszy konie, Grala pospiesznie odprowadził je do dworu. Tymczasem dłuższa nieobecność księcia zwróciła uwagę i zarządzającego majątkiem Dażwańskiego, który wszczął alarm i zerganizewał poszukiwaniu.

 

STRASZNE ODKRYCIE.

Część służby posłano na stacyę, wrócili oni jednak z wiadomością, i tam ani księcia ani bryczki nie widziano.

 

Wówczas Dażwański kazał Grali wskazać miejsce, gdzie znalazł konie i bryczką i od owego miejsca rozpoczęto poszukiwania we wszystkich kierunkach.

 

Sam Dażwański wraz z Gralą poszli w stronę pałacu i tu w odległości mniej więcej 100 metrów od miejsca, gdzie były konie, Grala pierwszy natknął się na ciało ks. Druckiego-Lubeckiego, leżącego na ziemi na lewym boku.

 

Tutaj też około swego pana siedział mały piesek, którego książę zabrał ze sobą, wyjeżdżając z bar. Bispingiem.

 

KSIĄŻĘ NIE ŻYJE!

Przypuszczając, że książę omdlał, Dażwański podbiegł doń i wziął go za rękę, chcąc go podnieść, okazało się jednak, że książę jest martwy.

C.d.n.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, 16-05-1914

Aby dodać komentarz prosimy o zalogowanie się.

Nasze strony wykorzystują pliki cookies.

Korzystanie z Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie, z których część może być już zapisanych w folderze przeglądarki. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Zbieranie danych o użytkownikach 

Serwis informacyjny 100lattemu.pl zbiera dane osobowe tylko tych użytkowników, którzy się zarejestrowali. Użytkownik, który rejestruje się na stronie wyraża zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych przez 100lattemu.pl w celach statystycznych i marketingowych. Informujemy, że zgodnie z art. 24 ust.1 pkt. 4 Ustawy o Ochronie danych osobowych podanie danych jest dobrowolne, a każdemu przysługuje prawo wglądu do swoich danych ich poprawiania oraz usunięcia.

 

Zbieranie danych statystycznych

Aby lepiej określić jakie działy, artykuły lub narzędzia znajdujące się w serwisie 100lattemu.pl najbardziej podobają się użytkownikom, podczas przeglądania stron serwisu zbierane są dane dotyczące liczby odsłon poszczególnych elementów serwisu. 100lattemu.pl będzie również przeprowadzał ankiety, mające na celu lepsze poznanie jego użytkowników oraz ich oczekiwań co do zawartości serwisu. Dane statystyczne o użytkownikach i ich preferencjach mogą być udostępniane osobom trzecim tylko w formie zagregowanej uniemożliwiającej identyfikację pojedynczej osoby.